Wyszukiwarka Google stała się fenomenem w internecie, a od ponad roku zadziwia inwestorów. W czwartek po sesji oczarowała ich po raz kolejny, publikując wyniki finansowe, które przeszły najśmielsze oczekiwania analityków. Zysk skoczył siedmiokrotnie, a przychody podwoiły się. Efektu można się domyśleć. W piątek akcje Google rosły w pewnym momencie nawet o 14% i pobiły kolejny historyczny rekord. W sierpniu zeszłego roku sprzedawano je w ofercie publicznej po 85 USD, a teraz trzeba za nie płacić już po ok. 340 USD, czyli cztery razy więcej.
Wyniki wyszukiwarki sprawiły, że za Atlantykiem zarysował się w pierwszych godzinach sesji wyraźny podział: akcje spółek komputerowych i internetowych szły w górę, niemal wszystkich innych - spadały. Do wyjątków zaliczał się sektor operatorów telekomunikacyjnych, których walory drożały w wyniku solidnych wyników finansowych zaprezentowanych przez koncern AT&T i operatora komórkowego Alltel.
Za zniżkę Dow Jonesa w największym stopniu odpowiadał produkujący sprzęt wykorzystywany w robotach drogowych i górnictwie Caterpillar, który wyraźnie obniżył tegoroczne prognozy finansowe. Akcje koncernu traciły ok. 10%. Inwestorzy na Wall Street wciąż są pełni obaw o wzrost inflacji i kondycję finansową spółek, i raczej niechętnie podchodzą do inwestycji w papiery udziałowe.
Do 22.00 Dow Jones stracił 0,62%, a Nasdaq Composite wzrósł o 0,68%.
W Europie nastroje giełdowych graczy wcale nie są lepsze. Dalszy, trwający już czwarty dzień spadek cen ropy przełożył się na wyraźną zniżkę notowań koncernów naftowych. Papiery Royal Dutch Shell i Totala straciły ponad 1%. Przecena miedzi z kolei wpłynęła niekorzystnie na kursy takich firm z branży górniczej, jak Rio Tinto i BHP Billiton.