Rynek finansowy z dużym spokojem wyczekuje na konkretne informacje na temat nowego rządu. Mimo że ostatnie tygodnie przyniosły wiele wiadomości, mogących rozbudzić niepokój w sprawie tego, jaki kształt przyjmie polityka gospodarcza koalicji PiS z PO oraz - szczególnie ostatnio - czy do porozumienia koalicyjnego w ogóle dojdzie, notowania kursów na polskim rynku walutowym, rentowności obligacji, jak również zachowanie indeksów giełdowych wskazują wyraźnie, że wśród graczy rynkowych przeważa jednak optymizm.
Najwyraźniej zdecydowana większość z nich traktuje prowadzone przed kamerami spory potencjalnych koalicjantów jako element kampanii wyborczej, zakładając, że po rozstrzygnięciu wyborów prezydenckich do porozumienia dojdzie tak czy inaczej i że będzie ono miało kształt przynajmniej akceptowalny z punktu widzenia rynków finansowych.
Wprawdzie mówi się, że "rynek ma zawsze rację", ale rynki finansowe mają to do siebie, że mają czasem tendencję do "przereagowywania", tj. przesadnie silnej reakcji w stosunku do zachodzących w gospodarce czy polityce procesów. Odchylenia te zdarzają się zresztą w obydwu kierunkach, tj. inwestorzy potrafią być czasem zbyt optymistyczni, a innym razem nadmiernie sceptyczni w ocenie np. sytuacji gospodarczej czy politycznej (w stosunku do tego, co wynikałoby z zimnej, obiektywnej analizy prawdopodobieństw).
Obserwując tendencje na polskim rynku z ostatnich kilku tygodni trudno nie odnieść wrażenia, że obecnie mamy do czynienia z dużą dawką optymizmu, która zawładnęła umysłami inwestorów. Mimo że wynik wyborów nie jest najlepszym, na jaki uczestnicy rynku liczyli, a do tego pojawiają się znaki zapytania co do przyszłości i trwałości rządowej koalicji, to jednak gracze są niezmiennie dobrej myśli, jeśli chodzi o dalszy rozwój sytuacji. Dowodem tego jest chociażby kurs euro, który w ostatnich tygodniach oscyluje wokół 3,90 zł, podczas gdy według ankiety przeprowadzonej przez PARKIET w połowie września średni oczekiwany przez analityków bankowych kurs w scenariuszu, że to PO miała przewagę w rządzącej koalicji (a więc bardziej optymistycznym) wynosił 3,93 zł, a w wariancie, gdyby większość zdobył PiS, był on na poziomie 4,01.
To zresztą dość typowe zjawisko w momencie zmiany ekipy rządzącej w Polsce - wystarczy spojrzeć na to jak kształtował się kurs złotego na początku poprzednich kadencji parlamentu. Nowy rząd PiS-PO, o ile powstanie, może liczyć na spory kredyt zaufania ze strony rynku finansowego. Przynajmniej na początku. Miejmy tylko nadzieję, że będzie miał okazję z tego kredytu skorzystać i kłopoty z wyłonieniem prezydium Sejmu nie pokrzyżują rozmów koalicyjnych po wyborach prezydenckich.