Reklama

Jedna akcja - jeden głos

Zapowiadane przez Charliego McCreevy'ego, unijnego komisarza, wprowadzenie zasady "jedna akcja - jeden głos" nie będzie oznaczać rewolucji na polskim rynku kapitałowym. Inicjatywę tę popierają prawnicy. Założyciele naszych spółek, posiadający uprzywilejowane akcje - niekoniecznie.

Publikacja: 24.10.2005 09:37

Charlie McCreevy, unijny komisarz rynku wewnętrznego, zapowiedział wprowadzenie zasady, zgodnie z którą we wszystkich krajach Unii Europejskiej jedna akcja będzie dawać jeden głos na WZA. Teraz obowiązuje ona w połowie państw UE. Rozwiązanie przyjmie najprawdopodobniej formę rekomendacji, a nie obowiązującej legislacji.

Na giełdzie

bez uprzywilejowania

- Jeśli propozycja Komisji Europejskiej przyjmie formę rekomendacji, to Polska nie będzie mieć obowiązku wprowadzania żadnych zmian prawa. Zresztą już teraz nasze prawo wyklucza uprzywilejowanie akcji co do głosu w spółce publicznej. W niektórych spółkach publicznych takie przywileje nadal są w mocy tylko ze względu na przepisy zachowujące uprzywilejowania nabyte przed 2001 r. - mówi Paweł Matusiak, prawnik z kancelarii Gessel. Cztery lata temu kodeks spółek handlowych (ksh) zakazał spółkom publicznym emitowania akcji uprzywilejowanych. W przypadku firm prywatnych na jedną akcję mogą przypadać maksymalnie dwa głosy (poprzednio pięć). Utrzymano jednocześnie w mocy prawa nabyte przed wejściem w życie ksh. Wśród spółek notowanych na GPW jest jeszcze kilkanaście firm, które mają uprzywilejowane akcje. Żadna z nich nie wchodzi do WIG20.

W Comarchu prezes Janusz Filipiak i jego żona kontrolują 45,3% akcji. Jednak na WZA mają aż 72,3% głosów. - Nowa regulacja na pewno nie będzie dotyczyć przywilejów uzyskanych przed jej wejściem w życie. Nasza spółka nie przewiduje żadnych zmian w tej kwestii - twierdzi Rafał Chwast, wiceprezes Comarchu. W Groclinie prezes Zbigniew Drzymała ma 54% kapitału, ale 64% głosów na WZA. Ewentualna likwidacja uprzywilejowania nie zmieni znacząco struktury akcjonariatu. Prezes Drzymała wciąż będzie mieć pakiet większościowy. - W naszym przypadku uprzywilejowanie akcji nie zmniejsza przejrzystości spółki - twierdzi Jerzy Pięta, rzecznik Groclinu.

Reklama
Reklama

Dodatkowe głosy

odstraszają inwestorów

- Spółki utrzymujące uprzywilejowanie akcji są gorzej postrzegane przez inwestorów - wyjaśnia Paweł Matusiak. Podobnego zdania jest prof. Stanisław Sołtysiński z kancelarii Sołtysiński Kawecki & Szlęzak, współautor ksh. - Szczególnie inwestorzy instytucjonalni są niechętni spółkom, które faworyzują część akcjonariuszy - mówi. Przykładowo, największy amerykański fundusz emerytalny, CalPERS, z zasady nie inwestuje w takie firmy. O nieufności inwestorów w tej materii przekonała się na własnej skórze notowana w Londynie agencja Reutera. Dzień po tym, jak wprowadziła "złotą akcję", kurs spadł o 40%. - Dlatego ze zrozumieniem przyjmuję inicjatywy zmierzające do całkowitej likwidacji uprzywilejowania akcji. Sprzyja to przejrzystości w przedsiębiorstwach - podkreśla prof. S. Sołtysiński. - Uprzywilejowane akcje dostają zazwyczaj założyciele lub zarządzający spółką. Zamiast stosować mnożnik, można dać im po prostu więcej akcji - dodaje.

Będzie opór

Specjaliści przyznają, że wprowadzenie w życie zasady "jedna akcja, jeden głos" będzie trudne. - Najgoręcej protestować będą zapewne kraje skandynawskie - przewiduje prof. S. Sołtysiński. Uprzywilejowana akcja może tam dawać prawo nawet do ośmiu głosów. - Likwidacji uprzywilejowania sprzeciwiają się przede wszystkim rodzinne klany, które dominują w sektorze prywatnym w Szwecji. Najpotężniejszy z nich, rodzina Wallenbergów, wydał ok. 10 mln USD na lobbing przeciwko takiej ustawie - dodaje. Trudno będzie też przezwyciężyć "uczucia narodowe". Przydzielanie uprzywilejowanych akcji ma przecież m.in. chronić spółkę przed wrogim przejęciem.Skomplikowanym problemem będzie też kwestia odszkodowań dla uprzywilejowanych do tej pory akcjonariuszy. Czy miałaby je wypłacać spółka? Prof. S. Sołtysiński wskazuje jednak na rozwiązanie, przy którym wypłata rekompensaty nie jest konieczna. - Chodzi o art. 33 polskiej konstytucji. Jeżeli odebranie przywilejów służy interesowi publicznemu i nie zmienia istoty praw, wynikających z posiadania akcji, na mocy wspomnianego artykułu nie trzeba wypłacać odszkodowania - mówi.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama