W trwającym pięć tygodni wezwaniu ogłoszonym przez SEB przejętych zostało niewiele ponad 25 tys. akcji BOŚ, stanowiących 0,19% kapitału spółki. Za każdy walor Szwedzi płacili 73 zł. Grupa SEB jest obecnie właścicielem 6,27 mln akcji banku, czyli 47,5%. Chciała mieć 100%.
Główną przyczyną niepowodzenia wezwania jest niechęć do odsprzedania akcji przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej - drugiego co do wielkości inwestora banku. Fundusz, kontrolujący 44,7% walorów BOŚ, uznał oferowaną cenę za zbyt niską, a po sygnałach Ministerstwa Środowiska, że zgodę na ewentualną transakcję powinien wydać przyszły rząd, nawet się już do resortu o nią nie zwracał.
- Pomimo że nie jesteśmy zadowoleni z wyniku wezwania, uważamy, że z wielu względów warto było podjąć tę inicjatywę - poinformował w wydanym wczoraj oświadczeniu Mats Kjaer, wiceprezes SEB ds. bankowości w Europie Środkowej i Wschodniej. Polemizuje z zarzutami NFOŚiGW co do poziomu ceny wezwania. - Uważamy, że zaoferowana przez nas cena była wysoka. Przedstawiciele NFOŚiGW publicznie deklarowali, że propozycja SEB była na zbyt niskim poziomie. Fundusz nie przedstawił jednak żadnej oficjalnej analizy ekspertów finansowych dotyczącej oferty, jak również nie chciał spotkać się z nami, aby przedyskutować kwestie ceny i ewentualnych warunków sprzedaży - można przeczytać w dokumencie. Z treści oświadczenia można też wywnioskować, że Szwedzi w banku pozostaną i ponowią próbę przejęcia nad nim kontroli. - Nadal będziemy starać się aktywnie nawiązać dialog na temat przyszłości banku z NFOŚiGW. Chętnie również podejmiemy, w stosownym momencie, rozmowy na ten temat z nowym polskim rządem.
W poniedziałek na zamknięciu sesji kurs BOŚ, po spadku o 1,2%, wyniósł 75 zł.