W kwietniu 2004 roku Agrofert i Orlen zawarły umowę, na mocy której Czesi mieli odkupić od PKN pięć spółek z grupy Unipetrolu. Umowa zawierała też ceny, po jakich Agrochemie, Aliachem, Kaučuk, Paramo i Chemopetrol miały być sprzedane. Są one znacznie niższe od dzisiejszej wartości rynkowej tych firm. Ponieważ Orlen nie sprzedał Agrofertowi spółek w wyznaczonym terminie, czeski holding zażądał kary, o jakiej mowa w umowie - 77 mln euro. PKN jednak też nie zapłacił.
- Orlen wykonał zobowiązania wynikające z umów z Agrofertem w takim zakresie, w jakim ich wypełnienie nie stanowiłoby naruszenia prawa lub dobrych obyczajów - przekonywał prezes płockiej spółki Igor Chalupec. Mimo to Orlen utworzył rezerwę w wysokości odpowiadającej karze, jakiej żąda Agrofert - 376 mln zł.
Czesi pod koniec września postawili Orlenowi ultimatum: albo w ciągu 30 dni ureguluje rachunki, albo sprawa trafi do sądu arbitrażowego. Termin minął, a pieniądze nie wpłynęły. - Prawnicy Agrofertu przygotowują już dokumenty. Jeśli postawa Orlenu nie ulegnie zmianie, wniosek zostanie złożony w sądzie arbitrażowym na przełomie listopada i grudnia - powiedział nam reprezentujący Agrofert w Polsce Dariusz Sobczyński.
O ile wniosku do sądu można się było spodziewać - właściciel Agrofertu Andrej Babiš wspominał o takim wariancie już we wrześniu - o tyle zaskoczeniem może być to, przed jakim sądem ma się toczyć sprawa. Jak poinformowała nas strona czeska, chodzi o międzynarodowy sąd arbitrażowy przy czeskich Izbach: Gospodarczej i Rolnej (Rozhodčí soud při Hospodářské komoře České republiky a Agrární komoře České republiky).
- Nie komentujemy tych informacji - powiedział wczoraj Dawid Piekarz, rzecznik płockiej spółki.