Bezpośrednią przyczyną kryzysu na linii PiS-PO był wybór Marka Jurka (poseł PiS) na stanowisko marszałka. Prawo i Sprawiedliwość proponowało, aby przewodnictwo nad pracami Izby objął polityk Platformy. Nie godziło się jednak na kandydaturę Bronisława Komorowskiego - jedyną zgłoszoną przez PO. To rozgniewało Platformę. - Wybór Marka Jurka oznacza, że PiS szykuje się do zagarnięcia pełni władzy. Pełna władza w rękach braci Kaczyńskich będzie oznaczać pełną odpowiedzialność PiS za rządzenie - mówił dziennikarzom Donald Tusk, lider PO. - Rozmowy nad powołaniem rządu muszą być przerwane - przyznał Jan Rokita, do tej pory kandydat Platformy na wicepremiera.
Nie resorty, ale program
Sytuację próbował ratować desygnowany na szefa rządu Kazimierz Marcinkiewicz. - Będę namawiał polityków PO do powrotu do rozmów - mówił. Zaproponował m.in. podział spornego resortu spraw wewnętrznych i administracji i przekazanie teki ministra administracji J. Rokicie. W efekcie Platforma mogłaby dostać dziewięć z siedemnastu resortów. Liderzy PO odpowiadali, że nie chodzi bynajmniej o liczbę resortów, ale o program przyszłego rządu.
Istotnie, zespoły programowe przedstawiły wczoraj J. Rokicie i K. Marcinkiewiczowi protokoły rozmów zawierające wiele rozbieżności. - To materiał mocno rozbudowany, ale nie wyklucza możliwości dalszej współpracy w Sejmie - ocenił J. Rokita. - Największe różnice dzielą nas z PiS--em w kwestiach podatków i rynku pracy - podsumował.
Czyje reformy?