Sytuacja na rynkach zagranicznych przedstawia się całkiem interesująco. Na giełdy za oceanem najprawdopodobniej powraca właśnie wzrost. Odwrotnie natomiast wyglądają wykresy indeksów środkowoeuropejskich. Tu, po krótkiej korekcie, można spodziewać się kontynuacji spadków. Wydaje się bowiem, że indeksy regionu nie zrealizowały jeszcze całego potencjału spadkowego.

Ostatnie sesje na amerykańskich giełdach miały bardzo ciekawy przebieg. Co prawda, przyznać należy, że "ciekawy" był on raczej dla analityków, dla inwestorów, chyba trafniejszym określeniem byłoby "nerwowy". Na wykresie S&P 500 pojawiła się bowiem seria bardzo długich świec, na przemian białych i czarnych, świadczących o skrajnym niezdecydowaniu. Taka chwiejność między popytem a podażą dowodzić może wyczerpywania się dotychczasowego potencjału spadkowego. Tym samym, scenariusz odwrócenia trendu, przepowiadany przeze mnie na przełom października i listopada, najprawdopodobniej realizuje się parę dni wcześniej. Indeks nie zdołał zniżkować do ostatniego lokalnego minimum w okolicy 1168 punktów, lecz po krótkiej, acz nerwowej konsolidacji, rozpoczął wzrost. Na początku bieżącego tygodnia S&P 500 przełamał lokalny szczyt sprzed tygodnia, kończąc dotychczasowe spadki i rozpoczynając nową falę wzrostową - przynajmniej teoretycznie. O tym, czy rynek rzeczywiście zrealizuje nakreślony scenariusz, przekonamy się już niedługo.

Korekta na rynkach środkowoeuropejskich powoli dobiega końca. Wydaje się, że powrót spadków jest kwestią najbliższych sesji. Zresztą zwiększenie podaży wyraźnie widoczne było już wczoraj na warszawskiej giełdzie. Choć najprawdopodobniej pewien wpływ miały tu również czynniki związane z polską sceną polityczną, to jednak nie zmienia to faktu, że cały czas obowiązuje średnioterminowy scenariusz spadkowy, a dotychczasowy wzrost należy rozpatrywać w kategoriach korekty. Mimo iż dwa pozostałe indeksy regionu jeszcze nie rozpoczęły spadków, to jednak w najbliższej przyszłości prędzej szukałbym właśnie sygnałów sprzedaży niż kupna.