Dawid Piekarz, rzecznik Orlenu, mówił przed miesiącem, że umowa między PKN a Unipetrolem nie powinna zaskakiwać: Konsolidację dostaw ropy zapowiadaliśmy już w czasie zakupu czeskiej spółki - przypominał. Według niego, wartość kontraktu może sięgnąć nawet ok. 1 mld USD rocznie. PKN zapowiedział wówczas utworzenie centrum zaopatrzeniowego grupy kapitałowej, które byłoby odpowiedzialne za dostawy rosyjskiego surowca dla rafinerii: w Płocku, Litvinovie i Kralupach.
Okazuje się jednak, że mimo szumnych zapowiedzi Orlenu, konsolidacja dostaw ropy może nie dojść do skutku. I to nie tylko w przyszłym roku, ale także w dalszej przyszłości. Kłopot polega na tym, że rafinerie należące do Česká Rafinérská przerabiają tzw. słodką ropę, pochodzącą głównie z krajów arabskich (dostarczaną przez Triest ropociągiem). - W tym momencie rafinerie w Kralupach nad Wełtawą i w Litvinovie nie mogą pracować na ropie kwaśnej - potwierdził nam Aleš Soukup, rzecznik prasowy Českiej Rafinérskiej. To oznacza, że aby mogły przerabiać ropę z Rosji, konieczne są spore inwestycje.
Zapewne dlatego Orlen o sprawie konsolidacji dostaw ropy mówi teraz w sposób znacznie bardziej powściągliwy. - Na razie Česka Rafinerska rozważa przejście na ropę rosyjską. Projekt jest na etapie planowania. Jest zbyt wcześnie, aby mówić o szczegółach i liczbach - mówi Dawid Piekarz. - Ponadto realizacja tego przedsięwzięcia jest mocno uzależniona od rozwoju sytuacji na rynku ropy, w szczególności od kształtowania się ceny ropy Ural do innych gatunków surowca.
Ale problem nie dotyczy tylko cen. Unipetrol (poprzez Unipetrol Rafinérie) ma 51-proc. pakiet Českiej Rafinérskiej. Pozostałe papiery należą do trzech zagranicznych gigantów paliwowych: włoskiego Agip/ENI, brytyjsko-holenderskiego Royal Dutch Shell i amerykańskiego ConocoPhillips (każda jest właścicielem 16,33% akcji).
PKN, choć kontroluje większościowy pakiet, nie może samodzielnie zdecydować o przestawieniu rafinerii na inny gatunek ropy. - Wymagana jest zgoda pozostałych akcjonariuszy - potwierdza Dawid Piekarz. - Od początku istnienia naszej spółki, czyli prawie od 10 lat, obowiązuje zasada, że tego typu decyzje podejmowane są kwalifikowaną większością głosów - wyjaśnia Aleš Soukup. - To oznacza, że przejście na ropę rosyjską musi być zatwierdzone przez większościowego akcjonariusza i dwóch z trzech pozostałych.