Wbrew wielokrotnym zapowiedziom przedwyborczym i mimo zakończenia kampanii wyborczej doszło do eskalacji konfliktu między Prawem i Sprawiedliwością a Platformą Obywatelską. Partiami, które wcześniej wielokrotnie deklarowały zamiar utworzenia koalicji rządowej. Tymczasem, w pierwszych pracach nowego Sejmu, PiS wsparły ugrupowania skrajne i populistyczne.
Dla rynku finansowego kluczowym pozostaje przedstawienie konkretnego programu gospodarczego PiS lub ewentualnej nowej koalicji. Istotne znaczenie ma m.in. planowana polityka podatkowa, założenia budżetu na przyszłe lata, stosunek do sprawy deficytu budżetowego i długu publicznego. Ewentualne istotne zmiany w tym względzie będą bardzo ważne. Można oczekiwać, że każdy inny niż koalicja PO-PiS układ rządzący (w tym także rząd mniejszościowy PiS) będzie zdecydowanie negatywnie nastawiony do planu jak najszybszego wprowadzenia euro w miejsce złotego. A to wcześniej przyjmowano za jeden z priorytetów polskiej polityki finansowej. Z wypowiedzi nowego prezydenta wynika, iż kwestia ta nie będzie priorytetem nowego układu rządzącego. Zdaniem Lecha Kaczyńskiego, o tym, czy przyjąć euro, powinni zdecydować obywatele w referendum, które mogłoby się jednak odbyć dopiero w perspektywie kilku lat (np. 2010 r.). To zaś oddala w nieokreśloną przyszłość ewentualne członkostwo w strefie euro, o ile nie uczyni jej w ogóle niemożliwą.
Ważniejsze jednak od samej wymiany waluty jest to, że odsuwanie sprawy euro zwiększa także wydatnie groźbę zaniechania starań o osiągnięcie i utrzymanie nominalnych kryteriów konwergencji (np. wysokości długu publicznego). Bez ograniczeń wynikających ze wspomnianych kryteriów pojawi się groźba finansowania wzrostu wydatków budżetu przez zwiększanie zadłużenia. Konsekwencją takiego działania byłby wzrost rynkowych stóp procentowych oraz utrudnianie polskim przedsiębiorstwom dostępu do kapitału (przez wzmocnienie negatywnego tzw. efektu wypychania). Skutkowałoby to oczywiście podwyżką kosztów kredytu i zmniejszeniem możliwości inwestycyjnych firm prywatnych. Chęć wymuszenia na banku centralnym zmiany polityki monetarnej potwierdza także bardzo jednoznaczna deklaracja nowego prezydenta, z której wynika, iż nie popiera on obecnego prezesa NBP (który dla rynków finansowych był gwarantem stabilności m.in. polityki kursowej).
Reasumując, obecnie można rozważać dwa główne i bardzo różne scenariusze rozwoju sytuacji.
Scenariusz negatywny - PiS tworzy rząd mniejszościowy, wspierany przez mniej lub bardziej formalną koalicję ugrupowań skrajnych i populistycznych. Oznaczałoby to polityczne targi o wprowadzanie kolejnych kosztownych programów socjalnych i zwiększenie redystrybucyjnej funkcji nieefektywnego budżetu. Efektem bezpośrednim może być w tym przypadku istotne zwiększenie ryzyka i pogorszenie opinii o Polsce wśród inwestorów zagranicznych. Doprowadzić to może do istotnej przeceny polskich obligacji, spadku kursu złotego i wycofywania kapitałów z rynku akcji. W efekcie wzmocnieniu może ulec presja inflacyjna. Obecnie stabilna sytuacja budżetu i - szerzej - finansów publicznych może ulec pogorszeniu (np. na skutek osłabienia złotego i zwiększania premii za ryzyko droższa będzie obsługa długu publicznego, co obciąży kieszenie podatników). Nie można wykluczyć, że - w wyniku przecen - na rynku pojawią się okazje inwestycyjne, których wykorzystania będzie wymagać jednak starannej, profesjonalnej selekcji.