Reklama

Za duży optymizm

"Solidarna polityka gospodarcza" - plan reform rządu Kazimierza Marcinkiewicza - nie zachwyciła ekonomistów. Ich zdaniem, założenia w nim zawarte są zbyt optymistyczne.

Publikacja: 29.10.2005 08:00

Prawo i Sprawiedliwość przedstawiło w piątek zmodyfikowany program gospodarczy, licząc na przychylność Platformy. 45-stronicowy dokument będzie jednak podstawą reform także dla mniejszościowego rządu PiS. Dlatego ekonomiści z uwagą prześledzili propozycje i prognozy opracowane przez ekspertów tej partii.

Za duży optymizm

Na pierwszy ogień poszły podstawowe założenia makroekonomiczne. - Delikatnie mówiąc, optymistyczne - komentuje Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK. - Rozsądniej byłoby przedstawić bardziej wyważone prognozy. Kto bowiem wierzy, że bezrobocie będzie spadało tak szybko, albo że będziemy mieli taki wzrost gospodarczy - dodaje. PiS uzasadnia podwyższenia prognozy PKB w 2006 r. z rządowej 4,3% do 4,5% m.in. planowanym pobudzeniem inwestycji drogowych i mieszkaniowych.

Na czym państwo zaoszczędzi?

Inni analitycy wskazują na małą wyrazistość reform wydatków państwa. PiS powtórzył wcześniejsze postulaty zmian instytucjonalnych (zmniejszenie liczby urzędów), redukcji zatrudnienia administracji państwowej itp. Od pewnego czasu rynek zna je z programu "Tanie państwo". - PiS mówi o deficycie budżetu rzędu 30 mld zł przez cały okres kadencji. Problem w tym, że partia nie proponuje mierzalnych pomysłów na oszczędności. W takiej sytuacji trudno sobie wyobrazić obniżanie podatków. Mowa raczej o przeorientowaniu systemu stawek - mówi Marcin Mróz, główny ekonomista Société Générale.

Reklama
Reklama

Kłótnia z Eurostatem?

Analitycy są zgodni, że "kotwica budżetowa" jest potrzebna. Mają jednak wątpliwości, czy PiS słusznie robi, wyłączając z deficytu budżetowego transfery do OFE. Wykładnia Eurostatu jest inna - należy powiększyć niedobór budżetu o te przepływy (Polska ma okres przejściowy, aby to zrobić). K. Marcinkiewicz zadeklarował jednak, że "zamierza podjąć intensywne negocjacje z partnerami UE" w tej sprawie. - Też zgadzam się, że transfery do OFE nie powinny być wliczane do deficytu budżetowego, bo są to koszty reformy emerytalnej. Problem w tym, że nasza pozycja przetargowa w Unii nie jest tak silna. Ryzykujemy w ten sposób, że Bruksela rozpocznie wobec nas postępowanie w sprawie nadmiernego deficytu. A to grozi utratą środków unijnych - komentuje P. Bielski.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama