Wczorajsze notowania rozpoczęły się fatalnie. Zaczęliśmy wykreśleniem luki bessy, a co ważniejsze, stało się to już pod poziomem lokalnego dołka z ubiegłego tygodnia. Mogłoby się wydawać, że podaż ma w ręku same atuty. Słabość w USA oraz nasze problemy polityczne zachęcały do zajmowania krótkich pozycji. Rynek jednak nie parł w dół. Jeszcze w pierwszych minutach popyt doprowadził do zamknięcia wspomnianej luki. Niech miarą determinacji podaży będzie fakt, że minimum sesji zostało wyznaczone ledwie 3 pkt pod poziomem otwarcia notowań.
Jak zwykle w takich wypadkach, gdy strona mająca atuty w ręku zaczyna przegrywać, do kontrofensywy wchodzi strona przeciwna. Bierność podaży w najważniejszym dla niej momencie musiała się zemścić. Widać to było wyraźnie po godzinie 13.00, gdy kursy na terminowym zaczęły się powoli podnosić. Rynek akcji na to nie odpowiadał, ale też i nie spadał w dół. Potem wszystko szło już dość szybko. Spora w tym zasługa dobrych danych o dynamice PKB USA w III kw. 2005 r.
Sesja zakończyła się bardzo dobrze. Tym bardziej, jeśli sobie przypomnimy, w jakich nastrojach przychodziło nam rozpoczynać notowania. Dla wielu graczy zejście na nowe minima i szybki powrót nad ich poziom to sygnał słabości podaży i możliwości wzrostu cen. Dla mnie to tylko potwierdzenie, że okolice konsolidacji z sierpnia są faktycznie mocnym wsparciem i chyba będzie trzeba dłużej poczekać, aż ono padnie.
Czy dobra końcówka oznacza, że nie boimy się już polityki? A czym może nas jeszcze zaskoczyć? Od trzech dni tkwimy w impasie. Czy może być jeszcze gorzej? Wydaje się, że perspektywa rządu mniejszościowego jest już w cenach, a nowa koalicja raczej nie wchodzi w grę. Innymi słowy, na tym polu chyba może być już tylko lepiej.