Popyt szczególnie na akcje banków, największych przegranych październikowej przeceny, doprowadził do mocnego odbicia na wczorajszej sesji. Były to najbardziej imponujące notowania w wykonaniu kupujących od prawie półtora miesiąca. Widoczny po spadku w ubiegłym tygodniu w okolice 2300 pkt brak większej podaży zachęcił byki do ataku. Jednocześnie trudno rozpatrywać wydarzenia na warszawskim parkiecie w oderwaniu od tego, co działo się na innych giełdach świata. Fala zakupów przetoczyła się przez większość rynków wschodzących. Kroczący wskaźnik rocznej korelacji naszego rynku z emerging markets (w walutach lokalnych) od początku marca przekracza 0,95. To oznacza, że praktycznie w całości zachowanie naszego rynku można tłumaczyć czynnikami zewnętrznymi.
W tej kategorii można odbierać wczorajsze zainteresowanie papierami banków, powszechnie uznawanych za "ulubieńców" zagranicznego kapitału. Na wyobraźnię może działać fakt, że fala wzrostowa, trwająca od maja do września, została zapoczątkowana właśnie wzrostem banków. To, że kierunek naszym indeksom wyznaczają decyzje globalnego kapitału, potwierdzają również dane o aktywności krajowych funduszy inwestycyjnych na naszej giełdzie we wrześniu. Z raportu Analiz Online wynika, że pozbyły się one w tym miesiącu akcji za ok. 475 mln zł.
Jednocześnie uwagę zwraca podwyższona zmienność na naszym parkiecie. Miesięczny wskaźnik ATR od połowy października pozostaje na poziomie ok. 50 pkt, którego nie notowaliśmy od ponad 5 lat. Podobnie zmienne nastroje panują na innych giełdach. Na przykład w przypadku brazylijskiej Bovespy miesięczna zmienność jest największa od prawie 8 lat, a węgierskiego BUX-a największa w historii.
To najlepiej pokazuje, jak duża niepewność gości obecnie w sercach inwestorów. Wystarcza impuls, by rzucali się do kupowania akcji w nadziei na utrzymanie się hossy. Równocześnie niewiele trzeba, by przystąpili do zmasowanej wyprzedaży papierów, realizując sowite zyski wypracowane w poprzednich miesiącach.