Na początku maja zarząd Relpolu przedstawił prognozę zakładającą wypracowanie w tym roku 6,5 mln zł zysku netto i 10,7 mln zł zysku operacyjnego oraz osiągnięcie 98,6 mln zł przychodów ze sprzedaży. W odniesieniu do czystego zysku po I połowie roku plany nie są zrealizowane nawet w jednej trzeciej. Spółka boryka się z problemem silnego złotego. Prognoza została przygotowana na podstawie założenia, że średni kurs euro wyniesie w tym roku 4,2 zł. Aktualnie roczna średnia jest o 14 groszy niższa. Praktycznie jest więc już niemożliwe, by przez ostatnie dwa miesiące roku średnia zbliżyła się do spodziewanego poziomu.
Wypełnienie prognozy oznaczałoby, że w porównaniu z wynikami za ostatnie cztery kwartały zarówno zysk operacyjny, jak i netto zwiększyłyby się o około połowę. Obecne notowania z grubsza odpowiadają wycenie akcji opartej na wartościach wskaźników C/ZO, C/WK i C/S. W związku z tym istnieje duże prawdopodobieństwo, że poprawa zysków znalazłaby przełożenie na kurs. Trudniej o ocenę reakcji inwestorów w sytuacji, gdy rzeczywiście dojdzie do obniżenia prognozy. Trudno w tym będzie upatrywać czynnika mogącego podbić cenę akcji, ale też tegoroczny spadek o ponad jedną trzecią w dużym stopniu dyskontuje pogorszenie wyników finansowych. W tej sytuacji na przyszłe notowania w dużym stopniu wpływałyby ogólna koniunktura giełdowa, nastawienie inwestorów do firm o małej i średniej kapitalizacji, a przede wszystkim notowania euro wobec złotego. Ponad 70% przychodów Relpolu pochodzi z zagranicy. Wyższe notowania wspólnej waluty wobec naszej mogłyby ponownie pobudzić zainteresowanie inwestorów akcjami eksporterów.
Co dalej ze złotym?
W związku z przedłużającą się niepewnością dotyczącą przyszłych notowań euro wobec dolara utrudniona jest też ocena perspektyw złotego. Wciąż najbardziej prawdopodobnym wariantem rozwoju sytuacji jest wzrost wartości dolara kosztem wspólnej waluty. To oznaczałoby, że na krajowym rynku ścierałyby się dwie tendencje. Deprecjacja euro niekorzystnie oddziaływałaby na waluty państw, których gospodarki są mocno powiązane z Unią Europejską, czyli między innymi na złotego. Jednocześnie spadek euro na świecie ograniczałby możliwość aprecjacji wobec naszej waluty. Przedsmak tego mamy w tym roku - przy niewielkim wzroście ceny koszyka walut, notowania euro obniżyły się o ok. 10% w porównaniu z końcem 2004 r., podczas gdy dolar podrożał w tym samym czasie prawie o 30 gr.
Spadek euro poniżej 1,19 USD otwierałoby drogę do mocniejszego ruchu w dół. Wspólna waluta mogłaby stracić w takiej sytuacji nawet blisko 10%. Znaczenie bariery potwierdza październikowa konsolidacja trwająca ponad nią. Pomimo bliskości silnego wsparcia zwolennicy euro nie są w stanie wiele zdziałać. To przestrzega przed niekorzystnym dla nich rozwojem sytuacji.