Reklama

Halloween Indicator zachętą dla byków

Po czerwonym październiku, pierwszy listopadowy tydzień przyniósł kontynuację odreagowania. Każdy, kto chciałby w tym czasie działać pod wpływem trafiających na rynek informacji, z polityką na czele, zapewne nie kupowałby akcji. Na GPW jednak rządzi wąskie grono funduszy, które muszą dbać o notowania przed końcem roku.

Publikacja: 07.11.2005 09:37

Mimo że to dopiero początek listopada, to w supermarketach już zaczyna się świąteczna wyprzedaż. Najwyższy więc czas też przygotować czytelników na falę komentarzy o świątecznych zakupach (akcji), czyli czarowania rynku wizją "rajdu św. Mikołaja", a potem "efektu stycznia". Terminy te zapewne znane są większości inwestorów i nie ma absolutnie nic złego w doszukiwaniu się korzystnej dla byków sezonowości na rynku akcji, co sam często robię. Gorzej, gdy taki slogan jest jedyną przesłanką do rekomendowania zakupów lub sprzedaży akcji. Radzę więc uodpornić się na zaklinanie rynku i nie patrzeć tylko w kalendarz, tym bardziej że ostatnie lata bardzo wyraźnie wszystkim teoriom przeczyły.

Na przykład przypomnijmy osławione "Sell in May and Go Away", które sugeruje inwestorom sprzedaż akcji w maju i odkupienie ich dopiero za pół roku w listopadzie (stąd "Halloween Indicator"). Każdy, kto spojrzałby na statystykę Dow Jones od 1970 roku, nie miałby wątpliwości, że to skuteczna strategia. W ostatnich 34 latach średnia stopa zwrotu dla Dow Jones w zimowych miesiącach wyniosła 8,36%, a w okresie letnim -0,03% (liczył Mark Hulbert). Rynki spoza USA też naśladują tę sezonowość. Ale taki byczy obraz to niecała prawda. Jeśli policzyć tę stopę zwrotu od stworzenia indeksu Dow Jones (1896 r.) do 1970 r., to okazuje się, że nie ma już żadnej istotnej różnicy między tymi okresami (3,62% vs 2,71%). Teorii to oczywiście nie podważa, ale pokazuje, jak subiektywnie można przedstawiać takie "argumenty". Zresztą jeśli dodać do tego wszystkiego cykl prezydencki, to okazuje się, że w tych ostatnich kilkudziesięciu latach korzystny dla byków zimowy okres występował tak naprawdę jedynie w trzecim roku prezydentury, czyli zgodnie z teorią prezydenckiego cyklu. Kiedy podsumowujemy te wszystkie zależności, dość jasno widzimy, że kolejna bardzo bycza zima amerykańskich indeksów może być dopiero w przyszłym roku.

Kupuj w maju

Najmocniej przed naśladowaniem tych wszystkich schematów tak naprawdę przestrzega sama GPW. Wystarczy przypomnieć, że to w maju 2003 r. rozpoczęła się trwająca dalej hossa. W 2004 r. w maju wyznaczyliśmy lokalny dołek, testując minima z początku roku. To samo powtórzyliśmy w 2005 r., kiedy po przetestowaniu styczniowego dołka ruszyliśmy natychmiast do fali wzrostowej, równie dynamicznej jak ta w 2003 r. Może więc należy zmienić reguły i na GPW trzeba jednak kupować nie w listopadzie, ale w maju? To w ostatnich trzech latach zdecydowanie najlepszy moment.

Skoro już patrzymy na ubiegłe lata, to warto przy okazji zauważyć, że WIG20 w 2005 r. zachowuje się bardzo podobnie do zeszłego roku. W obu przypadkach na początku roku indeksy ruszyły mocno do góry. W 2004 r. kres wzrostu wypadł w kwietniu, a w tym roku o ponad miesiąc wcześniej. Ale już dołki późniejszych korekt wyznaczone zostały dokładnie w tym samym miejscu - w maju. Skala późniejszych zwyżek jest nieporównywalna w obu latach, ale już ich zakończenie było niemal identyczne - szczyt we wrześniu, jego kosmetyczna poprawa w październiku i rozpoczęła się mocniejsza korekta. Gdyby tego było mało, to w obu przypadkach październikowe spadki zatrzymały się przy zniesieniu Fibonacciego 38,2% fali wzrostowej rozpoczętej w maju i na koniec października mieliśmy mocniejsze odreagowanie. Co z tego wynika? Gdybyśmy nadal mieli iść ścieżką wyrysowaną przez wykres z zeszłego roku, to listopad powinien być konsolidacją w obszarze wyznaczonych przez ostatnie ekstrema (2573,41- 2273,49 pkt dla WIG20), a w grudniu wyraźnie wybijemy się na nowe szczyty hossy. Oczywiście, pamiętam, że sam przed chwilą przestrzegałem przed takim schematycznym patrzeniem na rynek, ale akurat pod taką prognozą bym się podpisał - z innych powodów niż tylko zeszłoroczna analogia.

Reklama
Reklama

Płytka korekta

Październikowa korekta będąca reakcją na polityczne przetasowania i wzrost rentowności amerykańskich obligacji (ucieczka kapitału ze wschodzących rynków) miały dać odpowiedź, na jakim etapie trendu jesteśmy i jak silny jest to rynek. Okazało się, że bardzo silny, bo na WIG20 nie zeszliśmy pod wspomniane wcześniej zniesienie 38,2% fali wzrostowej rozpoczętej w maju, a np. indeks cenowy w tym czasie systematycznie notował nowe szczyty. To ostatnie mogłoby wzbudzić obawy o "falę śmieciową" kończącą hossę (czytaj - doważanie przez rodzime fundusze), ale tym razem siły małych spółek tak bym nie odbierał. Wracając do zniesienia 38,2,%, to zawsze powtarzam, że odwrót w tym miejscu (na tym zniesieniu trendu) jest bardzo byczym sygnałem. Do tego indeks "wyrzeźbił" tutaj podwójne dno, a i obroty w momencie wybicia w górę też były wyższe. Byki przy takim układzie mają teraz bardzo silne wsparcie najpierw na ostatnich lukach hossy, a najmocniejsze na piątkowym dołku 2273,49 pkt.

Największe wsparcie daje jednak bykom pesymizm indywidualnych inwestorów. Biorąc pod uwagę, że tym razem wartość teoretyczna kontraktów nie musi uwzględniać dywidend, to obecna baza -50 pkt (-40 pkt w czasie sesji) jest po pierwsze przesadą, a po drugie odpowiada wartościom, przy których rozpoczynało się listopadowe dynamiczne odreagowanie o ponad 160 pkt. Czyli demonstracyjna siła rynku zawracającego na mocnych wsparciach nie zmieniła poglądów inwestorów. Zresztą Wigometr też się upiera. Oczywiście, te wskaźniki nastroju już chyba nikogo nie zaskakują. Ale w pełni zaskoczyła mnie w ostatnim tygodniu liczba agresywnych maili od czytelników, przekonujących mnie, że trwa bessa. Każda kolejna luka hossy zwiększała tylko liczbę nerwowych niedźwiedzi. Wskaźnik poczty Pryzmonta zdecydowanie stoi więc kontrariańsko po stronie byków. Trochę upraszczam, ale faktem jest, że nastroje wielu inwestorów są mocno niedźwiedzie i absolutnie nie sprzyja to rozpoczęciu teraz jakiegoś trwalszego spadku. Najpierw duzi gracze muszą "wycisnąć krótkich", wciągnąć na dużych obrotach szersze grono oraz OFE do gry i w czasie euforycznych sesji zacząć oddawać papiery. Z bessą poczekajmy więc do 2006 r.

W polityce pozamiatane

Największym zagrożeniem dla rynku akcji miała okazać się polityka. Potwierdza to też złoty i rynek obligacji - gdy tylko politycy zintensyfikują telewizyjne przemówienia, mamy kolejne fale wyprzedaży. Rynek akcji jest na to wszystko bardzo odporny i jeśli miałbym przyznać komuś rację, to wbrew swej niedźwiedziej naturze, tym razem właśnie GPW. Po rozpadzie niedoszłej koalicji PO-PIS nic gorszego na inwestorów już nie spadnie. Specyfika rynku jest oczywiście taka, że najwięksi gracze będą wstrzymywać się z decyzjami przed kluczowymi głosowaniami (wotum na koniec tego tygodnia), ale niezależnie od tego, kto i kiedy poprze rząd PIS, to na 99% z tym lub innym premierem rząd PIS powstanie i... zrobi coś (czytaj - popsuje) dopiero w przyszłym roku. Ograniczone możliwości majstrowania w finansach publicznych (do połowy przyszłego roku) już omawiałem, a chyba najlepiej w tym tygodniu zobrazowały to zapędy nowej minister finansów, która chcąc strzelić sobie w kolano (podwyższenie deficytu do 31-32 mld zł) została rozbrojona zarówno przez premiera Marcinkiewicza, jak i unijnego komisarza Almunię. Nie ma więc zagrożeń ze strony polityki? Tak powiedzieć nie można. Uważam, że tutaj wszystko jest już "pozamiatane", ale to rynek ma zawsze rację, więc jeśli dalej będą przeceniane obligacje i złoty, to z czasem przestraszą też rynek akcji. Dopóki polityka nie zejdzie na dalszy plan, należy więc uwzględniać ryzyko, że GPW pozostała jedyną wysepką spokoju w polskim oceanie finansów.

Słabość naszego rynku długu to nie tylko zasługa polityki. Obligacje tanieją na większości parkietów, a my szczególnie uważnie patrzymy na USA. Od początku września uparcie straszyłem wzrostem rentowności amerykańskich obligacji, a dzisiaj dla odmiany zwrócę uwagę na sygnały nieco przesadnych obaw o napięcia inflacyjne. Przypomnę najpierw, że na przełomie sierpnia i września zaczęły spływać fatalne dane makro, sugerujące dłuższy cykl podwyżek stóp przez Fed. Rynek to ignorował tylko po to, by potem w dwa miesiące rentowność dynamicznie wzrosła z poniżej 4,0% do 4,68% w ostatni piątek. Dwa miesiące temu rynek trochę się zapędził w przekonaniu, że Fed nie będzie podnosić stóp. Na obecnym etapie ten dwumiesięczny trend moim zdaniem powinien wyhamować. Podobnie jak we wrześniu, ostatnio rynek przestał reagować na wszelkie informacje, pokazujące, że inflacja jest pod kontrolą. Ani słowa członków Fed, ani żadne dane (wydajność +4,1% i koszty pracy -0,5% najlepszym przykładem) nie wywołują żadnej pozytywnej reakcji.

Reklama
Reklama

Taka sytuacja nie dziwi, jeśli sięgniemy do mojego ulubionego wskaźnika sentymentu, jakim jest obliczany przez Marka Hulberta - Hulbert Bond Newsletter Sentiment Index (HBNSI). Ten wskaźnik opiera się na rekomendacjach wydanych przez ponad 160 biuletynów finansowych. Metodologii nie będę przypominać. Trzeba tylko wiedzieć, że to kontrariański wskaźnik. W czwartek HBNSI wyniósł -67,4%, a to oznacza bardzo pesymistyczne nastawienie analityków i zarządzających do rynku obligacji w USA. Tylko raz wskaźnik zanotował tak niską wartość - na początku kwietnia tego roku, czyli tuż przy szczycie rentowności. W tej chwili testujemy te poziomy i choć na koniec roku będziemy moim zdaniem wyżej (rentowność), to dane makro i przesadny pesymizm sugerują, że przyszedł czas na miesiąc oddechu na rynku obligacji. Taki układ wspierałby rynek akcji.

Podsumowując te szanse i zagrożenia, powiedziałbym tak - GPW jest na razie na tyle mocna, a nastroje na tyle słabe, że nie można oczekiwać teraz jakichś mocniejszych spadków. Chyba że nie doceniam destrukcyjnych mocy naszych polityków, a obligacje wpadną w dalsze spirale spadków. Gdybym musiał narysować wykres do końca roku, to skopiowałbym zeszłoroczne notowania między listopadem a grudniem. Najpierw w kreowanej przez media politycznej niepewności pobujamy się w konsolidacji jeszcze do końca miesiąca, a na koniec roku fundusze powinny podgrzać rynek i wynieść WIG20 na nowe szczyty.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama