- Nie uważam, żeby tak było. Jeśli wziąć pod uwagę porównania międzynarodowe, w których uwzględnia się nie tylko bezwzględną wielkość rezerw, to Polska wcale nie lokuje się w czołówce - powiedział Jacek Wiśniewski, ekonomista Raiffeisen Bank Polska.
Potrzebne w ERM2
Najczęściej używaną miarą bezpieczeństwa finansowego kraju jest porównanie wielkości rezerw i importu. W przypadku Polski jest to niemal 5,5 miesiąca. Ale jeszcze kilka lat temu wskaźnik był lepszy - rezerwy stanowiły siedmiokrotność przeciętnego miesięcznego importu.
Inna miara to odniesienie wielkości rezerw do pieniądza znajdującego się w obiegu (gotówki i depozytów, które klienci banków mogą podjąć na żądanie). I w tym wypadku wskaźnik w ostatnich latach wyraźnie się pogorszył. Na początku 2001 r. rezerwy stanowiły 1,1-krotność gotówki i depozytów na żądanie. W tym roku proporcja spadła do 0,7.
- Odpowiednio duże rezerwy będą nam potrzebne, kiedy złoty znajdzie się w mechanizmie kursowym ERM2. Pozwolą wówczas obronić walutę przed ewentualnym spadkiem poza dopuszczalne granice wahań - przypomniał J. Wiśniewski. Ekonomiści sądzą jednak, że problemem będzie raczej aprecjacja, a nie deprecjacja złotego.