Od początku sesji giełda miała ochotę spadać. Kontrakty na indeks jeszcze przed otwarciem rynku kasowego przebiły w dół poziom 2400 pkt. Dno osiągnęły dopiero w okolicy 2380 pkt. Była to reakcja na kiepskie zachowanie Budapesztu - wszak po 9.00 BUX zniżkował przeszło 1%.

Wykres indeksu WIG20 w skali liniowej nie pozostawiał po piątkowej sesji żadnych wątpliwości. W jej trakcie indeks doczołgał się do "grubej", kilkumiesięcznej linii trendu. Podszedł oczywiście od dołu. Użyłem tu przymiotnika "grubej" dla podkreślenia rangi tej linii jako oporu technicznego, powstrzymującego przed dalszymi wzrostami. Sforsowanie jej nie będzie łatwe. Widząc zapewne te czynniki (a może też jakieś inne) kontrakty jeszcze w piątek straciły wiarę w dalszy wzrost - ujemna baza uległa wydłużeniu.

Tymczasem, jak się miało okazać, podaży wystarczyło zaledwie na pierwsze 10 minut. Właśnie tyle trwał spadek. Jego zasięg, licząc od poprzedniego zamknięcia, wyniósł 40 pkt, czyli około 1,6%. Potem zaczęło się powolne odrabianie strat. Około 12.00 doszło do przesilenia na poziomie 2460 pkt i rynek skierował się w kierunku porannego minimum. Po kolejnym zwrocie na północ, zamknięcie sesji wypadło niemal dokładnie na poziomie dziennego maksimum.

Bliskość silnego oporu powstrzymuje indeks przed zwyżkami. Nastroje polskiej części rynku nie są najlepsze. Pokazują to futures, których różnica do WIG20 wyniosła na koniec aż 53 pkt poniżej notowań indeksu. Z drugiej strony, podaż nie pokazuje "pazurów". Zagranica jakoś się nie boi, nie wyprzedaje akcji. A pesymizm i złe nastroje każą raczej przypuszczać, że wzrost jest możliwy. W tej sytuacji pozostaje oczekiwanie na dalszy rozwój wypadków. Indeks prawdopodobnie utknie w jakimś trendzie horyzontalnym. Być może kluczowe dla dalszego kierunku ruchu będą wyniki kwartalne. Głównie wyniki banków, Orlenu, KGHM i TP. Ale wyniki, by móc wstrząsnąć rynkiem, muszą odbiegać od oczekiwań. Wiec co nam pozostaje? Czekać na rząd? Nie wiem, czy to wpłynie w jakikolwiek sposób na notowania. No, chyba że kolejne pomysły ministrów...