Nawoływania ze strony przedstawicieli Komisji Europejskiej, aby Polska ostatecznie ustaliła moment przyjęcia wspólnej waluty, spotkały się z szybką reakcją nowego rządu. Premier Marcinkiewicz powiedział w piątek, że nie dostrzega powodów, dla których w ciągu najbliższych czterech lat Polska miałaby wejść do strefy euro.
Szczerze mówiąc, taką deklarację trudno uznać za zaskakującą. W ostatnich miesiącach przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości już wielokrotnie wyrażali niechęć do szybkiego przyjmowania wspólnej waluty. Jeszcze na początku października Kazimierz Marcinkiewicz zakładał, że podczas kadencji obecnego Sejmu decyzja o przystąpieniu do strefy euro nie zostanie podjęta.
Postawa premiera oznacza, że moment polskiej akcesji najprawdopodobniej opóźni się w stosunku do dotychczasowych oczekiwań (tzn. w stosunku do 2010 roku). Moim zdaniem, obecnie najbardziej prawdopodobnym momentem przyjęcia euro jest 2014 r. Warto przypomnieć, że według Ministerstwa Finansów, od momentu podjęcia decyzji o przyjęciu wspólnej waluty do jej faktycznego wprowadzenia w Polsce, potrzeba będzie przynajmniej trzech lat. Okres ten zostanie wykorzystany między innymi na wprowadzenie i utrzymywanie kursu złotego w mechanizmie ERM-2, spełniającym rolę poczekalni przed wstąpieniem do strefy euro. Dodatkowo w tym okresie zostanie dokonana ocena wypełnienia kryteriów z Maastricht.
Jeżeli decyzja o przyjęciu wspólnej waluty zostałaby podjęta na początku kadencji kolejnego Sejmu, a więc pod koniec 2009 roku, umożliwiłoby to wprowadzenie euro najwcześniej w 2013 r. Można jednak przypuszczać, że Polska wstąpi do unii monetarnej jeszcze później. Przyczyni się do tego to, że nowa Rada Ministrów w pierwszych tygodniach urzędowania może nie być gotowa do tak szybkiego podjęcia odpowiednich decyzji. Z kolei nawet niewielka zwłoka z decyzją będzie oznaczać automatyczne opóźnienie przyjęcia wspólnej waluty do 2014 roku.
Warto również podkreślić, że za ustaleniem daty przyjęcia euro na 2014 r. przemawia jeszcze jeden argument. Otóż, przyjmowanie euro w 2013 r., a więc w roku wyborczym, wiązałoby się z dużym ryzykiem politycznym dla ówczesnego rządu. Jak wskazują doświadczenia krajów, które już wprowadziły euro, przeliczaniu cen na nową walutę może towarzyszyć okresowy wzrost inflacji. Ponadto, wprowadzaniu nowej waluty mogłyby towarzyszyć pewne problemy logistyczne, związane np. z zaopatrzeniem bankomatów w nowe banknoty. Ponieważ wydarzenia takie zazwyczaj wywołują niezadowolenie społeczne, ugrupowanie wprowadzające Polskę do strefy euro ryzykowałoby utratę części poparcia bezpośrednio przed wyborami parlamentarnymi.