Mostostal Chojnice, będący częścią grupy KEM, złożył wniosek o upadłość giełdowej spółki. Wczoraj informowaliśmy, że podobnie postąpiła Kancelaria Motty Nieruchomości. Sąd zdecydował się połączyć obie sprawy i rozpatrzy je 5 grudnia.
Andrzej Kuta, wiceprezes Mostostalu Chojnice, nie zdradza, z zapłatą jakiej kwoty zalega Mostostal Export. Mówi jedynie, że zwłoka przekracza już pół roku. Twierdzi, że firmy wcześniej próbowały dogadać się w sprawie uregulowania wzajemnych rozliczeń. - Z żadnych porozumień Mostostal Export się nie wywiązał. Można powiedzieć, że każda propozycja miała na celu odwleczenie zapłaty - mówi A. Kuta. - Nasz wniosek to nie "straszak" dla wyłudzenia pieniędzy. Próbowaliśmy odzyskać nasze należności poprzez egzekucję komorniczą, ale w ten sposób udało się ściągnąć tylko około 10%. Wniosek o upadłość to ostateczna droga. Wydaje się, że jedynym sposobem na odzyskanie jakichkolwiek pieniędzy od tej firmy jest jej likwidacja - twierdzi wiceprezes Mostostalu Chojnice.
Tymczasem Mostostal Export twierdzi, że to nie on jest dłużnikiem Chojnic, tylko wręcz odwrotnie. Naliczył bowiem kontrahentowi kary umowne "za zwłokę w dostawach oraz zwrot kosztów usunięcia wad w realizowanych przez Mostostal Chojnice dla podmiotu zagranicznego konstrukcjach stalowych". Naliczone kwoty, według wyliczeń giełdowej spółki, znacznie przewyższają wierzytelność Mostostalu Chojnice z tytułu dostaw tych konstrukcji. - Chciałbym podkreślić, że kwota wynikająca z wzajemnego rozliczenia wynosi 1 mln 795 tys. zł na korzyść Mostostalu Export - twierdzi Michał Skipietrow, prezes warszawskiej spółki. Dodaje: - Wniosek Mostostalu Chojnice traktuję jako próbę uniknięcia zapłaty kar umownych. A. Kuta z kolei określa roszczenia Mostostalu Export jako "fikcyjne".
Giełdowa spółka wezwała kontrahenta do niezwłocznego wycofania wniosku o upadłość oraz umorzenie prowadzonego postępowania egzekucyjnego.