W ostatnich dniach o notowaniach na rynku naftowym decydowały nadal warunki atmosferyczne. Zarówno w Europie, jak i USA temperatury utrzymywały się na poziomie niższym niż zwykle o tej porze roku, co zmniejszyło znacząco zapotrzebowanie na olej opałowy. Według najnowszych szacunków firmy badawczej Weather Derivatives, zużycie tego paliwa w północno-wschodniej części Stanów Zjednoczonych będzie do połowy listopada o 22% mniejsze od średniej z minionych lat. Dla środkowego wschodu USA różnica ta ma wynieść 36%.
Mniejszy popyt na olej opałowy przyczynił się do wzrostu amerykańskich rezerw ropy naftowej, a w konsekwencji do spadku jej notowań. Dodatkowo tendencji tej sprzyjało zwiększone wydobycie tego surowca na świecie oraz stopniowe usuwanie zniszczeń w Zatoce Meksykańskiej, spowodowanych przez niedawne huragany. We wtorek wydobywano tam 51% normalnie pozyskiwanej ropy, w porównaniu z 36% tydzień wcześniej.
W środę do utrwalenia zniżki notowań przyczyniły się dane Departamentu Energetyki USA, które wykazały dalszy wzrost w zeszłym tygodniu zapasów tego surowca do najwyższego poziomu od czterech miesięcy. Przed publikacją danych amerykańskie rezerwy ropy naftowej były o 9,4% większe niż średnio w ciągu minionych pięciu lat.
W Londynie gatunek Brent z dostawą w grudniu kosztował wczoraj po południu 57,05 USD za baryłkę w porównaniu z 57,81 USD w końcu sesji wtorkowej i 58,38 USD w poprzednią środę.