Reklama

Ucierpią wschodzące rynki

Zmiana trendu, w którym porusza się dolar, wydaje się jednym z najważniejszych czynników, które wpływają na notowania na światowych giełdach. Dla wschodzących rynków mocny dolar nie jest korzystny: grozi załamaniem wysokich cen surowców, a jednocześnie zwiększa stopy zwrotu z amerykańskich aktywów.

Publikacja: 12.11.2005 07:16

Choć nie jest łatwo obronić tezę, że w tym roku indeks S&P 500 znajduje się w trendzie wzrostowym, to jednak stopy zwrotu z niektórych akcji (podobnie jak na giełdzie w Warszawie można mówić o znacznym rozwarstwieniu rynku) są wysokie. Przede wszystkim z tych, które działają w branży energetycznej. Pozycję lidera utrzymuje zajmujący się przetwarzaniem i sprzedażą ropy naftowej koncern Valero Energy, którego kurs wzrósł od początku roku o 119%. Zmiana notowań wyrażona w euro, frankach szwajcarskich i jenach jest dla najlepszych spółek przynajmniej o 1/4 wyższa - dla Valero przekracza 150%. Wpływ umocnienia dolara jest zatem istotnie zauważalny.

W połowie drogi

Przebicie silnego wsparcia na wykresie EUR/USD na 1,19 i spadek notowań wspólnej waluty do najniższego poziomu od dwóch lat istotnie wpłynął na postrzeganie sytuacji na rynku walutowym. To, co do niedawna wydawało się tylko korektą długoterminowego trendu spadkowego amerykańskiego pieniądza, teraz wygląda na trwałą zmianę tendencji. Dobrze ilustruje to Dollar Index, wyliczany na podstawie notowań USD względem pozostałych sześciu głównych światowych walut. Na wykresie doszło do wybicia w górę z formacji odwróconej głowy z ramionami, która powstawała przez ostatnie półtora roku. Na tej podstawie można oczekiwać dalszego umocnienia amerykańskiego dolara. W tej chwili wartość DI przekracza 90 pkt, tymczasem wysokość formacji pozwala oczekiwać zwyżki przynajmniej w okolice 100 pkt. Jednocześnie długi czas budowania figury sugeruje, że wzrost może mieć większe rozmiary.

Na osiągnięcie przez DI 100 pkt wskazuje także analiza ruchów w górę, które indeks wykonał w latach 90., zaczynając z podobnego poziomu jak tym razem. Trzykrotnie wskaźnik startował z okolic 80 pkt (31 grudnia 2004 roku ukształtował dołek na 80,9 pkt) i minimalny zasięg zwyżki wynosił 20% (między lutym i lipcem 1991 r.). W trakcie najbardziej spektakularnej hossy DI zyskał 25% między lipcem 1995 r. i sierpniem 1997 r. i po dłuższej korekcie kontynuował ruch w górę. Od ostatniej sesji zeszłego roku do 9 listopada wskaźnik zyskał 12,2%, co sugeruje, że wzrost jeszcze się nie skończył.

Choć zatem za tonę miedzi w dalszym ciągu trzeba zapłacić około 4 tys. USD, to sytuacja ta, pod wpływem drożejącego dolara, jeszcze może się zmienić. Także stopy zwrotu z amerykańskich aktywów, wyrażone w obcych walutach, w dalszym ciągu będzie wspierać mocniejszy dolar.

Reklama
Reklama

Okienko dla rynków

wschodzących

Czy wpływ drożejącego dolara na wschodzące rynki (w szczególności na giełdę w Warszawie) musi być jednoznacznie negatywny? Z jednej strony, wydaje się, że nie. W czasie kiedy DI szedł w górę, na wartości zyskiwał również indeks S&P 500, swoisty ogólnoświatowy punkt odniesienia dla rynków akcji. Z dolarem drożeje wciąż mocno z nim związany juan, a wiadomo, że popyt z Chin jest jednym z głównych czynników decydujących o cenach surowców. Ich notowania wyrażone w juanie nie będą zatem rosnąć tak szybko, jak dla nabywców ze strefy euro czy Japonii. Nie jest zatem przesądzone, że ich ceny spadną już teraz. Te argumenty przemawiają na korzyść wschodzących rynków. Z drugiej strony, dwa istotne załamania na giełdzie w Warszawie - w marcu 1994 roku i lutym 1997 roku - nastąpiły właśnie wtedy, gdy dolar zyskiwał na wartości.

Generalnie drożejący dolar jest dla naszego rynku zagrożeniem, uwarunkowania krótkoterminowe wcale tak źle nie wyglądają. Zwróciłbym uwagę przede wszystkim na stabilizację, po silnym wzroście, rynkowych stóp procentowych w USA i konsekwencje wybicia z odwróconej głowy z ramionami na wykresie DI. Często zdarza się, że po wybiciu dochodzi do ruchu powrotnego (co oznaczałoby spadek dolara), który może być proporcjonalny do czasu, w jakim powstała formacja. Otwarte pozostaje pytanie, czy nasza giełda wykorzysta otwierające się dla rynków wschodzących swoiste okienko?

Kurczak był leniwyAbstrahując od dolara i poziomu stóp procentowych w USA, spójrzmy na sytuację techniczną indeksu S&P 500. Przez kilka kolejnych sesji za Atlantykiem trwała konsolidacja, w której dolne ograniczenie od górnego oddalone było zaledwie o 12 punktów. W ten sposób rynek odpoczywał po kilku ostrych październikowych zwrotach, zakończonych wybiciem w górę. Takie zachowanie rynku, kiedy po okresie podwyższonej zmienności (gdy często zmienia się trend, można przypuszczać, że i byki i niedźwiedzie mają kłopoty z zarabianiem) następuje niemal kompletne wyciszenie, nazywa się za oceanem formacją Leniwego kurczaka (Lazy Chicken). Kilkudniowa konsolidacja (grzęda) została w czwartek zakończona wybiciem w górę. Posiadacze akcji mają zapewne nadzieję, że kurczaki przejdą teraz transformację w bardziej lotne stworzenia - inaczej zwyżka zatrzyma się już na poziomie tegorocznego maksimum - 1245,8 pkt.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama