W oba ostatnie dni minionego tygodnia cena miedzi biła rekordy na londyńskiej giełdzie. Bezpośrednią przyczyną tych zwyżek była informacja z Chile, która potwierdziła prognozy zakładające tegoroczny niedobór produkcji miedzi na światowym rynku w porównaniu z zapotrzebowaniem na ten metal. Chilijska Komisja Miedzi, rządowa instytucja monitorująca tę branżę, podała, że tegoroczna produkcja w tym kraju, największym producencie miedzi na świecie, wyniesie 5,37 mln ton, o 41 tys. mniej niż w ub.r. Jeszcze w lipcu komisja ta zapowiadała wzrost produkcji. Nie udało się jednak nadrobić strat z pierwszego półrocza, kiedy to z kopalni Collahausi wydobyto o 20 tys. ton miedzi mniej na skutek awarii systemu transportowego, a w kopalni Cerro Colorado wstrzymano produkcję po czerwcowym trzęsieniu ziemi.

W październiku w wyniku braku paliw zmniejszono produkcję miedzi w Zambii, afrykańskim potentacie na rynku tego metalu. Dopiero w miniony wtorek osiągnięto porozumienie kończące czteromiesięczny strajk w kopalniach i hutach w Meksyku i Teksasie, w wyniku którego o połowę spadła produkcja firmy Asarco, drugiej w tej branży w USA.

Inwestorów zawiódł też chiński urząd rezerw, który zapowiadał skierowanie na rynek 20 tys. ton miedzi, a sprzedał niecałe 9 tys. ton.

Kontrakty terminowe na miedź z dostawą za trzy miesiące zdrożały w piątek po południu w Londynie o 70 USD, 1,7%, do 4078 USD za tonę. Na koniec minionego tygodnia kontrakty te kosztowały w Londynie 3974 USD.