Błądzenie kursu PC Guard jeszcze przez dłuższy czas będzie odbijać się czkawką, bo transakcje tymi akcjami zawierało wielu inwestorów. Grono potencjalnych pokrzywdzonych jest zatem szerokie. Między 18 i 21 października przez rynek przewinęło się 1,2 mln papierów, a więc 20% więcej niż jest wszystkich walorów PC Guard. W tym czasie cena wynosiła i 25,8 zł, i 74 zł. Trudno jest przypuszczać, żeby powróciła w najbliższym czasie choćby do dolnego ograniczenia tego przedziału. Przy cenie 25,8 zł wskaźnik C/Z dla spółki (nie uwzględniając wyników za III kwartał) wynosi 82,6, jeśli natomiast kurs wzrasta do 74 zł, wskaźnik osiąga astronomiczne 237. Tak wysoko nie są wyceniane nawet firmy z branży informatycznej - przykładowo C/Z dla Softbanku wynosi około 16, dla ComputerLandu przekracza 40.
A może jednak potencjał wzrostu PC Guard jest tak duży, że to ma swoje uzasadnienie? Przypomnę, że we wrześniowej ofercie 500 tys. nowych akcji zostało sprzedanych po 6 zł. Skoro tak naprawdę warte są znacznie więcej, to dlaczego menedżerowie zgodzili się na tak niską cenę emisyjną? Dlaczego pozyskali dla spółki mniej kapitału niż mogli? Jeśli po prostu pomylili się w ocenie własnej firmy, to jest bardzo mało prawdopodobne, żeby pod ich kierownictwem miała ona znaczny potencjał wzrostowy. Zakładając, że kompetencje menedżerów są na odpowiednim poziomie, wartość akcji PC Guard znacznie bliższa jest 6 zł niż choćby 25,8 zł. Nie wspominając nawet 74 zł czy 435 zł. Przypomnę, że tyle kosztowały papiery spółki 11 października, kiedy do obrotu nie były jeszcze dopuszczone akcje nowej emisji.
Używając na wstępie przymiotnika "pokrzywdzonych", nie byłem precyzyjny. To sugeruje, że ktoś tutaj został oszukany, celowo wprowadzony w błąd. Wydaje mi się, że w tym wypadku tak nie było - kupowanie walorów PC Guard przy opisanych parametrach było czystym szaleństwem, podjętym świadomie pod wpływem chciwości. Niestety, rynek wymaga odpowiedzialności za swoje decyzje, a konsekwencje błędnych decyzji często ponosi się błyskawicznie.
Warto jednak zwrócić uwagę, że być może spektakularnego rajdu PC Guard by nie było, gdyby nie zostały stworzone ku temu warunki. Przede wszystkim chodzi o dopuszczenie do giełdowego obrotu 500 tys. akcji serii A i B, które nie były przedmiotem oferty publicznej i znajdowały się w rękach kilkunastu osób. To właśnie cenę tych walorów, których płynność była radykalnie ograniczona, udało się "wyciągnąć" do ponad 400 zł. Kurs notowanych w osobnej linii praw do 500 tys. akcji serii C nie przekraczał w tym czasie 30 zł. Kiedy zawieszono obroty akcjami i prawami do akcji do czasu zarejestrowania przez sąd nowej emisji i połączenia notowań obydwu instrumentów, to właśnie owe nieszczęsne 400 zł stało się kursem odniesienia po wznowieniu obrotów. Kiedy zamknięcie pierwszej sesji po asymilacji wypadło poniżej 20 zł, powstało wrażenie jakby martwy kot spadł z ogromnej wysokości. Giełdowi inwestorzy uważają, że nawet martwy kot powinien się odbić. Tak było też i tym razem. Właśnie kilka sesji po wznowieniu obrotu kurs skoczył do 74 zł.
Swoich poczynań z akcjami PC Guard giełda - bo to ona dopuściła do obrotu niepłynne papiery serii A i B - trochę się wstydzi. Zadaliśmy jej pytanie, kto podpisał się pod decyzją o dopuszczeniu, ale zbyła nas odpowiedzią, że "podstawę dopuszczenia i wprowadzenia akcji do obrotu giełdowego stanowi publikowana uchwała zarządu giełdy". Warto zwrócić uwagę, że wewnętrzne regulacje giełdy każą przy wydawaniu decyzji o dopuszczeniu brać pod uwagę m.in. "doświadczenie oraz kwalifikacje członków organów zarządzających i nadzorczych emitenta, bezpieczeństwo obrotu giełdowego i interes jego uczestników oraz sytuację finansową emitenta i jej prognozę, a zwłaszcza rentowność, płynność i zdolność do obsługi zadłużenia, jak również inne czynniki, mające wpływ na wyniki finansowe emitenta". Giełda nie udzieliła nam odpowiedzi na pytanie, z jakich analiz korzystała, dokonując oceny w przypadku PC Guard. Stwierdziła za to, że "nasze (giełdy - przyp T.J.) działania ostrożnościowe nie powinny przekształcić się w zakaz dostępu dla mniejszych i zapewne bardziej ryzykownych spółek z sektora MSP. Giełda będzie zawsze otwarta na małe i średnie spółki".