Dodatnie otwarcie, potem przerwane w ostatniej godzinie notowań spadki - w taki sposób przebiegła wtorkowa sesja w Warszawie. Spośród spółek z indeksu WIG 20 najbardziej potaniał Bank BPH, gdy Pekao zmienił swą cenę jedynie symbolicznie. Na plus w tym sektorze wyróżnił się jedynie inny potentat - PKO BP.

Zasadniczo techniczna sytuacja indeksu WIG20 nie zmienia się od 2 listopada. Dopóki wskaźnik utrzymuje swą wartość powyżej średniej kroczącej z 45 sesji, dopóty posiadacze akcji nie mają się raczej czego obawiać. Z drugiej strony, wzrost ograniczany jest od góry linią trendu rozpoczętego w maju, a która od 13 października stanowi systematycznie wznoszący się poziom oporu. Co ciekawe, lada chwila może okazać się, że średnie kroczące znów przybiorą układ charakterystyczny dla hossy, która tak na dobrą sprawę na razie została co najmniej zastopowana.

W średnim terminie za argument po stronie byków trzeba uznać zatrzymanie spadków indeksu na wysokości ok. 2300 pkt. Jednakże wygląd świec i przebieg ostatnich sesji nie jest wiarygodną przesłanką za dalszą zwyżką notowań. Również z punktu widzenia teorii fal Elliotta wątpliwe, aby średnioterminowa korekta średnioterminowego trendu wzrostowego zakończyła się na tak płytkim (choć nie przypadkowym) poziomie. Wskaźniki techniczne nie dają takich sygnałów, które uzasadniałyby zajmowanie jakiejkolwiek pozycji - wolniejszy MACD wygenerował niedawno sygnał kupna, ale Ultimate utworzył właśnie formację poczwórnego szczytu, po tym jak nie dały rady wzrosnąć powyżej poziomu 73 pkt.

Wtorkowa sesja pokazała, że o ile ogólnoeuropejski klimat giełdowy jest niesprzyjający (wahania w okolicy poprzednich zamknięć), o tyle nasz rynek nie będzie mógł rosnąć. Obecne wahania traktowałbym jako trend horyzontalny, w ramach którego indeks WIG20 zaatakuje wspomnianą wyżej linię trendu wzrostowego, a pewnie i przy okazji swój dotychczasowy szczyt. Przewiduję jednak, że pierwsza próba ich sforsowania będzie nieudana.