Nie sądziłem dotąd, że przez 2 tygodnie rynek jest w stanie poruszać się wewnątrz wąziutkiego, bo tylko 2-procentowego kanału horyzontalnego (2430-2470 w przypadku indeksu WIG20). Okazuje się, że może, a w dodatku dzieje się to przy całkiem niezłych obrotach. Oczywiście, jak zawsze są na rynku akcje silniejsze (KGHM, BZ WBK) oraz słabsze - choćby PGNiG, PKN, PKO BP czy Pekao. Warto przy okazji nadmienić, że na wczorajszej sesji doszło w końcu do parytetowej "zgodności" cen akcji właśnie Pekao i BPH (w stosunku 1:4). Osiągnięty więc został poziom uznawany przez wielu analityków za najniższy możliwy do zaakceptowania przez akcjonariuszy BPH. A wszystko to w sytuacji wciąż trwającej publicznej debaty w sprawie konsekwencji przesądzonej - jak już by się mogło wydawać - fuzji.
Do wczoraj polski rynek znów pokazywał siłę w stosunku do innych giełd regionu, które spadały, podczas gdy WIG stał w miejscu. Można chyba tą siłę tłumaczyć relatywnie dobrymi wynikami ogłaszanymi przez polskie spółki w stosunku do firm węgierskich czy czeskich. Tak czy inaczej, fakt, iż rynek nie rośnie pomimo publikacji dobrych - może z dwoma lub trzema wyjątkami - wyników naszych "blue chipów", ma wymiar raczej negatywny.
Konsekwentnie nie spodziewam się w najbliższych dniach powrotu do trendu wzrostowego. Ciekawie w ostatnich tygodniach roku mogą zachowywać się akcje niektórych mniejszych spółek znajdujących się w trendach wzrostowych. Zapowiedzi zniesienia podatku od zysków giełdowych mogą powstrzymać inwestorów indywidualnych od sprzedaży tych walorów jeszcze w tym roku i przesunąć ich podaż na styczeń.
Zwróć uwagę:
Cersanit - niezniszczalny nawet w warunkach kiepskiej koniunktury - już skutkuje to podwyższaniem wycen przez kolejne biura maklerskie.