Ostatnie sesje ukazały brak wspólnej tendencji na rynkach zagranicznych. Amerykańskie indeksy giełdowe już od dwóch tygodni zwyżkują, gdy na rynki środkowoeuropejskie powróciły spadki. Wydaje się, że w najbliższym czasie różnica w zachowaniu rynków powinna się utrzymać.

Giełdy za oceanem pozostają w krótkoterminowej tendencji wzrostowej. Choć w średnim terminie ciągle trudno definitywnie ogłosić powrót trendu, to jednak obecnie nieco więcej przemawia za kontynuacją wzrostów niż ich zakończeniem. W drugiej połowie ubiegłego tygodnia S&P 500 wybił się górą z kilkusesyjnej konsolidacji, generując krótkoterminowy sygnał kupna. Tym samym można założyć dalsze wzrosty, przynajmniej do poziomu szczytów z sierpnia i września w okolicy 1245 pkt. Od ich testu zależeć będzie zachowanie rynku w kolejnych tygodniach. Jeśli doszłoby do pokonania wspomnianego poziomu, to indeks mógłby zwyżkować nawet do 1280-1285 pkt. Z drugiej strony, spadek S&P 500 poniżej przełamanego niedawno, górnego ograniczenia konsolidacji na poziomie 1225 pkt, zaneguje przedstawiony scenariusz. Jeszcze bardziej pesymistyczną wymowę miałoby zejście indeksu poniżej 1215 pkt, co należałoby interpretować jako sygnał sprzedaży.

Na rynkach środkowoeuropejskich cały czas trwa średnioterminowa zniżka. Z nową siłą spadki powróciły na rynki regionu w pierwszych dniach listopada. Zwiększenie podaży widać było szczególnie dobrze na giełdzie czeskiej i węgierskiej, nieco słabiej na rodzimym parkiecie. Zarówno na wykresie BUX, jak i PX50 w ostatnim czasie pojawiła się bowiem seria długich czarnych świec. Spadkowej tendencji, jako jedyny, nie poddał się WIG, który rozpoczął konsolidację. Choć wczorajsza sesja przyniosła wzrost indeksów, to jednak na razie należy interpretować ją wyłącznie jako odreagowanie po silnej przecenie z poprzednich dni. Najprawdopodobniej, po krótkiej korekcie, spadki ponownie zagoszczą na rynkach środkowoeuropejskich. Minimalny zasięg całego ruchu należy wyznaczyć na lokalne minimum z drugiej połowy października.