Reklama

Nie chcą świń

- Eksporterzy na Wschód mają kolejny kłopot. Przynajmniej do końca przyszłego tygodnia nie będą mogli sprzedawać trzody na Ukrainie. - Polska prokuratura bada świadectwa weterynaryjne, których prawdziwość zakwestionowała Rosja.

Publikacja: 18.11.2005 06:47

Od 10 listopada Polska nie może eksportować do Rosji produktów mięsnych. Cztery dni później zakazem objęto też produkty roślinne. W poniedziałek import żywych świń z Polski zawiesiła Ukraina.

Zalew wieprzowiny

Wicepremier Ukrainy Jurij Melnik przyznał, że są problemy z legalizacją importu, a mięso jest sprowadzane w większości przez szarą strefę. Przemyt mięsa szkodzi tamtejszym producentom. Lekarstwem na przemytników miałoby być licencjonowanie importu.

W sierpniu znacznie obniżono cła na import świń. Spowodowało to gwałtowne zwiększenie napływu żywca na Ukrainę. Nasi eksporterzy mogli nawet za gorsze jakościowo okazy dostać więcej pieniędzy niż w Polsce, gdzie zasady klasyfikacji żywca skutecznie regulują rynek. Ta sytuacja zaszkodziła m.in. giełdowej grupie Duda - ceny żywca w Polsce podskoczyły, ponieważ większość wysyłano na Wschód. Teraz sytuacja się odwróciła. - Dla nas to prezent. To będzie najlepszy tydzień, jeśli chodzi o poziom uboju - mówi Roman Miler, członek zarządu Dudy ds. handlu.

Proszą i zakazują?

Reklama
Reklama

Krzysztof Jażdżewski, główny lekarz weterynarii, otrzymał w poniedziałek prośbę od weterynaryjnych władz ukraińskich o czasowe zawieszenie wydawania świadectw zdrowia dla świń przeznaczonych na eksport na Ukrainę. Skąd taka prośba? Wniosek tłumaczono "pilną potrzebą doprecyzowania warunków eksportu". Lech Różański, wiceminister rolnictwa, powiedział, że chodzi o wątpliwości, które ma strona ukraińska i spełnienie przez polskich eksporterów ukraińskich wymogów. - Wstrzymaliśmy wydawanie świadectw. Wymagania eksportowe muszą zostać doprecyzowane. W przyszłym tygodniu przyjadą inspektorzy z Ukrainy - potwierdza K. Jażdżewski. Władze w Kijowie, które borykają się z problemem nielegalnego importu, podejrzewają, że z Polski mogą trafiać nie tylko polskie świnie. Jak mówi L. Różański, formalnie Ukraina obawia się głównie tego, aby z żywymi zwierzętami nie przedostały się choroby. K. Jażdżewski przyznaje, że sprawa musi zostać zbadana.

Tymczasem Mikołaj Oniszczuk, radca handlowy ambasady RP w Kijowie, powiedział wczoraj, że to ukraińskie służby weterynaryjne wydały czasowy zakaz importu. Mykoła Paciuk, wiceszef departamentu weterynarii ukraińskiego ministerstwa rolnictwa zasugerował Oniszczukowi, że powodem zakazu jest nieodpowiednia jakość świadectw zdrowia. Powoływał się przy tym na rosyjskie działania. Minister Różański uważa, że nie ma analogii między wstrzymaniem eksportu na Ukrainę i rosyjskim zakazem importu.

Według polskich służb weterynaryjnych, sprawa powinna zostać wyjaśniona do końca przyszłego tygodnia.

Idzie górka

Zatrzymanie eksportu żywych świń rzeźnych na Ukrainę spowoduje spadek cen na polskim rynku, ale nie będzie aż tak znaczącą kwestią. - To marginalna sprawa. Głównym problemem jest rosnąca nadpodaż. W przyszłym roku czeka nas jej szczyt - mówi Stanisław Zięba, ekspert ds. rynku mięsa. Według niego, "klęska urodzaju" może być porównywalna z 2003 r. Przypomnijmy, że Agencja Rynku Rolnego przeznaczyła wtedy m.in. 15 tysięcy ton mięsa o wartości 76 mln zł na pomoc społeczną.

Sokołowem

Reklama
Reklama

zajmą się w Tarnowie

Tymczasem trwają wyjaśnienia związane z rosyjskimi restrykcjami dla eksporterów mięsa.

24 świadectwa weterynaryjne, których autentyczność zakwestionowała wcześniej Rosja, trafiły najpierw do Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie. - Istnieje bardzo uzasadnione podejrzenie, że przemyt mięsa do Rosji rzeczywiście miał miejsce. Dochodzenie będzie długotrwałe. Z pewnością będziemy musieli zwrócić się do Rosjan o pomoc prawną - mówi Jerzy Balicki, rzecznik krakowskiej prokuratury. Wczoraj dokumenty przekazano do wydziału śledczego Prokuratury Okręgowej w Tarnowie. Z informacji PARKIETU wynika, że sfałszowane świadectwa weterynaryjne dotyczą m.in. zakładów mięsnych w Jarosławiu, które należą do giełdowego Sokołowa.- Nie mogę komentować tej sprawy - zastrzega Mieczysław Walkowiak, wiceprezes Sokołowa. Wcześniej ta firma zapewniała wielokrotnie, że jej produkty eksportowane do Rosji spełniały wszystkie sanitarne wymagania. - Teraz cała branża cierpi z powodu kilku nieuczciwych eksporterów - żalił się kilka dni temu Jerzy Majchrzak, rzecznik prasowy przedsiębiorstwa.

Kwiaty rozeźliły Rosję

Do tej pory Rosja zakwestionowała 11 świadectw fitosanitarnych dotyczących eksportowanych przez Polskę wyrobów roślinnych. Wszystkie dotyczyły... kwiatów. Dlatego wprowadziła zakaz importu z Polski "wszystkich produktów pochodzenia roślinnego". O które dokładnie chodzi? Polskie ministerstwo rolnictwa do wczoraj nie wiedziało. O wykaz produktów zwróciło się do rosyjskich służb fitosanitarnych. Szczegółowych informacji nie umie też udzielić rosyjski resort rolnictwa. - Zakaz obejmuje produkty roślinne nie podlegające obróbce termicznej - powiedziano tam PARKIETOWI. Zakaz dotknie zatem przede wszystkim producentów słodu oraz sadowników. Ich eksport do Rosji to odpowiednio 95% i 35% produkcji. Z giełdowych spółek mógłby dotyczyć jedynie produkujące pasze Provimi-Rolimpeksu. Firma jednak w ogóle nie handluje z Rosją.

Ukraina to kolejne po Rosji państwo, które zakazało importu wybranych produktów z Polski. Czy ich śladem pójdzie np. Białoruś? - W tej chwili spodziewam się już wszystkiego - mówi K. Jażdżewski. - Jedyną niespodzianką ze Wschodu będzie otwarcie rosyjskiej granicy - uważa R. Miler z zarządu Dudy.

Reklama
Reklama
Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama