Konsolidacja zakończyła się efektowną zwyżką indeksu, przy obrotach (akcjami z WIG20) zbliżonych do 1 mld zł. Opór wynikający z 62-proc. zniesienia październikowej fali spadkowej został definitywnie przełamany. Formalnie nie została jeszcze zamknięta luka bessy z 6 października i wydaje się, że to ostatnia przeszkoda przed atakiem na szczyt (2564,9 pkt) z 3 października. Wprawdzie również przy odwrocie ze szczytu powstała luka, ale towarzyszył jej niższy wolumen.
Motorem wzrostu, przy nieco słabszej postawie banków, były spółki, których notowania zależą od cen na rynkach surowcowych. Wprawdzie najmocniej zyskały walory Cersanitu (7,8%), który podzielił wartość nominalną swoich akcji przez 10, ale udział firmy w WIG20 jest na tyle niewielki, że nie miało to większego znaczenia dla indeksu. Ponad dwukrotnie większy udział w zwyżce WIG20 miała np. Telekomunikacja, której kurs podniósł się "tylko" 1,6%. W największym stopniu na wzrost indeksu wpłynęły zwyżki kursu PKN i KGHM. Obydwie firmy pokazały dobre wyniki w III kwartale i wobec utrzymujących się wysokich cen ropy i miedzi jest praktycznie przesądzone, że także pod koniec roku zarobią sporo. Sytuacja techniczna obydwu walorów jest różna - KGHM ustanowił kolejne historyczne maksimum, PKN jest w trakcie budowania formacji podwójnego dna. Więcej niepewności wiąże się z zachowaniem akcji KGHM - rynek miedzi znajduje się w dość specyficznej sytuacji, po tym jak trader podległy chińskiej agencji rządowej zarządzającej zapasami miedzi zajął krótką pozycję na miedzi, opiewającą przynajmniej na 100 tys. ton (mówi się nawet o 600 tys. ton). Pozycja ta wygasa w grudniu i chińskie State Reserv Bureau będzie musiało dostarczyć surowiec (w całości praktycznie niemożliwe) albo zamknąć pozycję, kupując grudniowe kontrakty. Spekuluje się, że trwa właśnie "osaczanie rynku", które w tym wypadku polega na windowaniu cen na koszt chińskiego państwa. Kiedy Chińczycy dokonają już transakcji albo znajdą inny sposób na rozwiązanie problemu, kurs miedź najprawdopodobniej spadnie.