Po raz kolejny okazało się, że przy tak dużym udziale zagranicznych inwestorów, każda zmiana sytuacji na amerykańskim rynku długu (miernik premii za ryzyko inwestowania na rynkach wschodzących) ma kluczowe znaczenie dla GPW. Przez ponad 2 tygodnie nic nie było w stanie wyrwać nas z marazmu, a wystarczyła jedna sesja zakupów amerykańskich obligacji (mocny spadek rentowności), by zagraniczne fundusze przychylniej spojrzały na GPW, tym bardziej że wzrost cen surowców zachęcał do zakupów spółek surowcowych. Te, jak wiadomo, odgrywają na naszym rynku kluczową rolę.
To był impuls, ale dzieła zniszczenia niedźwiedzi dokonała technika. Wybicie na dużych obrotach z długiej konsolidacji natychmiast wybiło inwestorom z głowy posiadanie krótkich pozycji. Jeszcze we wtorek baza dochodziła do -60 pkt po to tylko, by w ciągu zaledwie 2 sesji stopnieć do wartości jednocyfrowych. Tak samo jak na rynku amerykańskich obligacji, przesadny pesymizm okazał się błędny (Hulbert Bond Newsletter Sentiment Index), tak raz jeszcze "większość" na rynku kontraktów nie miała racji. Ta radykalna zmiana nastrojów pozwoliła w końcu zrealizować minimalny zasięg wzrostu wynikający z formacji podwójnego dna. Niedźwiedzie zmusił też do ucieczki zasięg wzrostu wyznaczony choćby przez rozpiętość ostatniej konsolidacji, czy też patrząc nieco szerzej na rynek - wizja formacji flagi, choć akurat temu ja jestem nieco mniej przychylny, bo dwutygodniowy horyzont był trochę za długi jak na wzrost z końcówki października.
Teraz przed bykami zapewne chwila uspokojenia na koniec tygodnia, a po weekendzie trzeba wypatrywać próby atakowania szczytów z przełomu września i października. W listopadzie nie oczekuję ich trwałego pokonania. Dzisiaj z rana uwaga na przymusowe zamykanie krótkich pozycji.