Zacznijmy od rozwiązania następującego zadania. Wyobraź sobie, że siedzisz przed ekranem komputera. Na ekranie będą się włączać w losowej kolejności zielone i czerwone lampki. Razem lampki zapalą się 100 razy. Kolejność wyświetlania będzie losowa, ale wiadomo, że lampek zielonych będzie 80%, a lampek czerwonych - 20%. Przed każdym wyświetleniem lampki spróbuj zgadnąć czy będzie to lampka zielona, czy czerwona. Każde poprawne zgadnięcie oznacza otrzymanie nagrody w wysokości 20 zł. Staraj się zmaksymalizować nagrodę!
W jaki sposób należy zachować się w powyższym zadaniu, aby to zachowanie było racjonalne? Ponieważ lampki wyświetlają się w kolejności losowej, bardzo trudno byłoby zdobyć maksymalną nagrodę, która by wynosiła 2000 zł (100 odgadnięć razy 20 zł za każde trafienie). Trzeba zatem zadowolić się strategią, która będzie najkorzystniejsza dla opisanych warunków. Wiemy, że 80% lampek to lampki zielone. Gdybyśmy zatem przez całą grę konsekwentnie twierdzili, że lampka, która się za chwilę wyświetli, będzie koloru zielonego, trafimy dokładnie w 80% przypadków. W pewnym sensie, w powyższym zadaniu wygrana jest zagwarantowana i wynosi 1600 zł (80 odgadnięć razy 20 zł za każde trafienie).
Psychologowie wielokrotnie wykonywali eksperymenty, w których prosili różne grupy ludzi o udział w opisanym zadaniu. Co się okazuje? Otóż, średnia wygrana wcale nie wynosi 1600 zł, ale jest niższa! Przeciętnie, w grze z lampkami ludzie wygrywają 1360 zł, a zatem odsetek trafionych odpowiedzi jest równy 68%! Ten wynik może się wydawać absurdalny, ale łatwiej go zrozumiemy, gdy przyjrzymy się choćby niektórym właściwościom naszej psychiki. Spróbujmy zatem się zastanowić, jaką rolę na giełdowym parkiecie odgrywa psychologia, gdyż tak, jak w powyższym zadaniu, również na giełdzie może ona wygrywać bój z racjonalnością.
Wybiórczo? Zdecydowanie nie
Analitycy, którzy komentują zachowanie rynków finansowych, często opierają swoje wyjaśnienia na różnych czynnikach ekonomicznych lub politycznych (na przykład: Rada Polityki Pieniężnej podwyższyła/obniżyła wysokość stóp procentowych, złoty się umocnił/osłabł, spółka ogłosiła korzystne wyniki finansowe). Czasami jednak twierdzą, że nagłemu wzrostowi/spadkowi kursów nie towarzyszyły żadne zdarzenia o charakterze makroekonomicznym i wtedy przekonują, że zachowanie inwestorów miało podstawy wyłącznie psychologiczne. Czy to oznacza, że psychologia działa na giełdzie wybiórczo, i tylko w niektórych sytuacjach wyznacza sposób, w jaki inwestorzy podejmują decyzje? Zdecydowanie tak nie jest. Psychologia jest obecna na parkiecie zawsze, nawet wtedy, gdy się nam wydaje, że działamy w oparciu o dobrze sprawdzone i starannie przeanalizowane dane finansowe. Co więcej, gdy przypomnimy sobie zadanie z zielonymi i czerwonymi lampkami, zauważymy, że nasza psychika może zniekształcać decyzje nawet wtedy, gdy wynik finansowy jest z góry określony. W tym miejscu można porównać inwestora ze sportowcem. Nawet wtedy, gdy sportowiec jest znakomicie przygotowany do zawodów i potencjalnie przewyższa swoich konkurentów, może z kretesem przegrać konkurencję, gdy nie wytrzyma obciążenia psychicznego (potocznie często mówimy, że sportowca "zjadł stres"). Co zatem robią profesjonalni sportowcy? Nie ograniczają się do treningu szybkości albo wytrzymałości, ale także poznają swoją psychikę, aby lepiej kontrolować emocje w trudnych sytuacjach. Profesjonalny inwestor, podobnie jak profesjonalny sportowiec, powinien zatem nie tylko analizować dane ekonomiczne, ale również poznawać właściwości swojego umysłu. Przyjrzyjmy się zatem bliżej niektórym z tych właściwości.