Po wtorkowym spadku kontraktów do wsparcia w postaci górki z 3 listopada przy 2428 pkt wczoraj doszło do poprawy notowań. Trudno jednak na tej podstawie wyciągać wnioski dotyczące przyszłości. Od trzech tygodni rynek odrabia październikowe straty i odbywa się to w sposób podobny do tego, w jaki szedł w dół. Wystarczyły dwie mocne sesje, by notowania podniosły się z poniżej 2300 pkt w okolice 2500 pkt. Jednocześnie uwagę zwraca spadająca od przeszło tygodnia liczba otwartych pozycji, których ubyło ponad 6 tys. sztuk. To oznacza, że zmniejsza się grono chętnych do łapania szczytu w pobliżu tegorocznego maksimum, ale też i maleje grono tych, którzy są przekonani, że dojdzie do jego przełamania.
Z punktu widzenia szans na udany atak na październikową górę przy 2537 pkt nie jest to korzystne zjawisko. W trakcie trwającej od wiosny 2003 r. spadek LOP był charakterystyczny raczej dla korekt niż ruchów zwyżkowych. Ale poza tym trochę intuicyjnym przekonaniem brakuje elementów przekreślających szanse na taki obrót spraw. Argumentem na rzecz niedźwiedzi stałoby się zamknięcie poniżej 2428 pkt, co zaczęłoby stawiać w niekorzystnej sytuacji tych, którzy otwierali długie pozycje w pierwszej połowie listopada.
Dopóki notowania nie znajdą się poniżej 2428 pkt, można liczyć na wyjście ponad opór położony w połowie wtorkowej czarnej świecy (2462 pkt). Zamknięcie ponad tą barierą byłoby wstępem do wyjścia ponad ostatni szczyt przy 2502 pkt. Jeśli kontrakty dotarłyby do tego poziomu, byki podjęłyby zapewne atak na historyczny szczyt. Dziś jednak za wcześnie wyrokować, jakie jest prawdopodobieństwo jego przekroczenia.