W jednym z ostatnich komentarzy poruszałem temat nastrojów w USA, gdzie optymizm jest wyraźnie mniejszy niż na analogicznych poziomach w ostatnich miesiącach. Na GPW sytuacja wydawała się zdecydowanie odmienna. Odnosiłem się jednak do tego, co prezentowali indywidualni inwestorzy na kontraktach terminowych (przekręcenie bazy) oraz osoby zawodowo związane z giełdą, dla których miernikiem nastrojów jest Wigometr.

Trzeba jednak zwrócić uwagę na wczorajszy wskaźnik koniunktury bankowej Pengab, a konkretnie saldo prognozy popytu na akcje. Ja ten wskaźnik (saldo prognozy) zawsze uważałem za najlepiej oddający nastroje w średnim terminie, choć akurat w tym roku skuteczność żadnego z wymienionych narzędzi nie była satysfakcjonująca. Okazuje się, że saldo prognozy popytu na akcje bardzo wyraźnie spadło. Wzrostu popytu na akcje spodziewa się 24% ankietowanych z 200 placówek bankowych, a spadku 9%. Reszta nie przewiduje zmian. Saldo prognozy spadło więc do 15 pkt. W zeszłym miesiącu było 30 pkt, a we wrześniu aż 39 pkt. To wyraźny spadek optymizmu i ostatnie tak niskie wartości notowaliśmy w lipcu i sierpniu 2004 r., gdy po długiej i mocnej hossie wszyscy widzieli już tylko głęboki spadek. Potem sierpień i wrzesień (2004 r.) przyniosły kolejną falę wzrostową. Czy tak będzie tym razem? Jak wspomniałem, skuteczność tych narzędzi nie pozwala tylko na tym opierać prognozy, ale argument o mniejszym optymizmie bankowców należy wpisać do byczej kolumny.

A co z wczorajszą sesją? Cały tydzień trzeba, niestety, powtarzać, że ze względu na Święto Dziękczynienia w USA przełomu teraz nie będzie. Potwierdzają to też wczorajsze notowania, na których mieliśmy niski obrót, a do tego skoncentrowany na kilku spółkach. Fundusze przebudzą się dopiero w przyszłym tygodniu.