Rząd chce wrócić do rozmów z koncesjonariuszami autostrad o poziomie rekompensat za przejazd ciężarówek bez myta. Przypomnijmy: w lipcu Sejm uchwalił ustawę, która znosi opłaty od pojazdów o masie powyżej 3,5 t. W zamian zarządcy płatnych odcinków zyskują od państwa rekompensatę za tracony przychód. Podpisano stosowne aneksy do umów koncesyjnych. Temat "przycichł" - do czasu, aż dokumenty przejrzała nowa ekipa rządząca.
Pusto w kasie
- Wszystkie dostępne źródła finansowania rekompensat wyczerpują się - ostrzegał wczoraj na sejmowej komisji infrastruktury Piotr Stomma, wiceminister ds. transportu drogowego. Jego resort twierdzi, że sama tylko Autostrada Wielkopolska (koncesjonariusz A2) w półroczu otrzyma od państwa 157 mln zł. - Wraz z kończeniem kolejnych odcinków kwota potrzebna na zwroty będzie rosła. Nie jesteśmy na to przygotowani - dodaje wiceminister.
Resort szacuje, że w przyszłym roku odszkodowania dla koncesjonariuszy wyniosą 360 mln zł. Pieniądze na rekompensatę pochodzą z opłaty winietowej, pobieranej od przewoźników. Przynosi ona średnio 400 mln zł rocznie. Pieniądze te wydawane były do niedawna głównie na remonty dróg. Wyliczeniom dziwią się koncesjonariusze. - We wrześniu i październiku - a więc miesiącach o bardzo dobrym ruchu - przedstawiliśmy faktury na 21,5 mln zł netto - zaznacza Zofia Kwiatkowska, rzecznik AW. Zwroty dla Stalexportu (zarządza A-4 między Krakowem a Katowicami) to z kolei 3,7 mln zł miesięcznie.
Rozmowy i debata