Reklama

Minister na gałęzi

Dobrym ministrem skarbu będzie ktoś, kto skutecznie podetnie gałąź, na której siedzi

Publikacja: 28.11.2005 09:24

Głośna jest ostatnio sejmowa awantura o ministerialny konflikt interesów. Minister (ba, nawet premier) - zanim zostanie wielkim urzędnikiem albo jak już przestanie nim być - zwykle gdzieś pracuje. Jeden w kantorze, inny w giełdowej spółce, a jeszcze inny w firmie audytorskiej, banku czy w kancelarii. I może tak się zdarzyć, że jego praca ma związek z tym, co się w resorcie skarbu dzieje lub działo. Dobrze, że partie - których członkowie mają skądinąd doświadczenie i dobre rozeznanie polityczno--biznesowych układów - pilnują, by związek ministra Mikosza z mało znaną i nieufnie traktowaną Litwinką nie został skonsumowany ze szkodą dla państwa i podatników. Byłoby rzeczywiście fatalnie, gdyby jego owocem było oddanie Jelfy w złe ręce. Ale jeśli minister Mikosz rzeczywiście trzyma się od tej prywatyzacji z daleka, nie macza paluszków i nawet nie spogląda tęsknym wzrokiem (czyli nie tylko opowiada o standardach, ale ich przestrzega, co zaiste bez naszej winy może nam się nie mieścić w głowach), a jedynym kryterium wyboru inwestora była cena, to o co to wielkie halo, z jakiego powodu? Bo frustracji trzeba dać jakoś upust? Jeśli z jakichś względów nie tylko cena powinna odgrywać rolę (bo po co Jelfie inwestor, który zamiast jej pomóc, sam może wkrótce od niej oczekiwać pomocy), to trzeba było od początku inaczej sformułować warunki przetargu. A - zdaje się - ustalono je jakiś czas przed tym, jak Mikosz trafił na Wspólną.

Ale żeby nie było tak, że minister jest bez skazy, przyjrzyjmy się jego ofensywie przeciw PGNiG. To kolejna awantura z podtekstem politycznym.

Rzeczywiście, władze spółki dążyły do publicznej oferty, i to wbrew wielu - opozycyjnym wtedy, a rządzącym teraz - politykom. Pracownicy koncernu też się o giełdę upominali. I to jak. Więc konsekwentnie trzeba by wymienić nie tylko zarząd przedsiębiorstwa, ale i załogę. Władze spółki same są sobie winne - fakt. Po co pchały palce w imadło. W nadziei na lepszy - dla nich - wynik wyborów albo rynkowy parasol ochronny? Ale dlaczego tylko one stoją pod ścianą? Pod prospektem ktoś się przecież podpisał, ktoś go zaakceptował. Na zdjęciach z udanego debiutu pogodny uśmiech gości nie tylko na twarzach menedżerów, ale i właściciela. A że właściciel ma u nas twarz ministra i jego urzędników, to już inna sprawa.

Jeśli, jak mówi Mikosz, prywatyzacja spółki była skandaliczna (ja bym powiedział - niekoniecznie potrzebna), to przecież nie zarząd, a w każdym razie nie tylko on, za to odpowiada. Właściciel - wtedy jeszcze jedyny - na to najwyraźniej przystał. Chyba że to ogon kręcił psem i ministerstwo nie miało nic do powiedzenia. Ale w takim razie na cholerę nam takie ministerstwo...

I tu zmierzamy do sedna. Z ministerstwem skarbu stale jest problem - odkąd istnieje. Powiedzmy sobie szczerze: dobry minister skarbu to będzie ktoś, kto skutecznie podetnie gałąź, na której siedzi. Innymi słowy - ktoś, kto uprzątnie cały ten majdan.

Reklama
Reklama

Opór będzie straszny - jak przy ewentualnej likwidacji Towarzystwa Finansowego Silesia czy Nafty Polskiej. Wiadomo: sens istnienia każdego organizmu da się udowodnić na sto sposobów. Mimo to uparty minister mógłby szybko sprzedać to, co i tak chce sprzedać, oraz to, co od lat resort restrukturyzuje, nadzoruje i przekształca. Wyjąwszy, oczywiście, te firmy - nieliczne przecież - które pod kontrolą państwa powinny z różnych powodów pozostać. Ale te, jako wpisane w politykę ekonomiczną państwa, mogą się z pewnością znaleźć pod skrzydłami Ministerstwa Gospodarki.

Odważny szef resortu skarbu, który będzie mieć odwagę, autorytet i wystarczające poparcie, by podpiłować własną gałąź, strąci z niej wiele zatrutych jabłek, od niekompetencji poczynając, na cwaniactwie i głupocie, a może i korupcji, kończąc. Ich obecność nie jest tylko wytworem, jak uparcie chcą niektórzy, umysłów skłonnych na każdym kroku dopatrywać się spisków i knowań. Zbyt wiele decyzji Skarbu Państwa temu przeczy.Minister Mikosz ma już piłę w ręku - wyborcze zapowiedzi i obietnice miłościwie nam panujących. Tylko czy zechce z niej skorzystać? To by dopiero była awantura...

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama