Wniosków, które można podać do publicznej wiadomości, z analizy zachowania notowań walorów legnickiej spółki nadzór giełdowy jeszcze nie ma. - Sprawdzamy, czy nie doszło do manipulacji ceną akcji. Sprawa jest wielowątkowa i rozwojowa - powiedział Łukasz Dajnowicz, rzecznik KPWiG. Nie chce zdradzić, na kogo padają podejrzenia. Zachowanie kursu akcji Ganta może wprawić w zdumienie największego optymistę. Papiery, które jeszcze we wrześniu tego roku kosztowały ok. 2 zł, wczoraj zostały wycenione na 13,8 zł. Niemal normą stał się wzrost na jednej sesji o kilkadziesiąt procent.
Z ponad 1 mln zł
zrobiło się 10
Na zwyżce kursu najwięcej zarabia E. Sjoeblom, która w tym roku zgromadziła prawie 31% akcji spółki (15,57% głosów). I ma ponad 753 tys. papierów wartych teraz 10,4 mln zł. Przyjmując, że kupowała je średnio po 2 zł, kosztowały ją niecałe 1,6 mln zł. Jej pakiet jest niewiele mniejszy niż rodziny Antkowiaków (32% akcji i ponad 51% głosów) - dotychczasowego głównego inwestora spółki. Zachowanie kursu tym bardziej zastanawia, że w czasie gdy Elżbieta Sjoeblom skupowała walory, na rynku doszło "zaledwie" do potrojenia ceny z 1 zł do 3 zł. Przy okazji podania aktualnego stanu posiadania akcji Ganta, 11 października, szwedzka inwestorka poinformowała też, że w najbliższym czasie zamierza zwiększyć swoje zaangażowanie w spółce. Od tamtej pory jej pakiet jednak nie wzrósł (obowiązek poinformowania rynku powstaje w przypadku zmiany poziomu udziałów o 2% głosów, co w przypadku Ganta oznacza skupienie niemal 4% akcji).
Powtórka z Próchnika?