Od dawna oczekiwałem, że w grudniu poprawimy szczyty hossy, ale nie powiem, że wczorajsza sesja jest początkiem tego ruchu. Oczywiście, dostrzegam fakt ujawnienia się dużych graczy. Wielokrotnie w trakcie wczorajszej sesji widać było duże transakcje kupna, prowadzące indeks na sesyjne szczyty przy wyższych obrotach. Można mieć jednak pewne wątpliwości, czy było to kupno obliczone na dłuższy termin, czy też jedynie reakcja na... ostatni dzień miesiąca.
Dobrą sesję inwestorzy uzasadniać będą decyzją RPP czy wtorkowymi danymi PKB. Jakkolwiek te drugie były faktycznie pozytywne, to przykład węgierskiego rynku pokazuje, że nie jest to wystarczający impuls dla zachodnich funduszy. Z kolei decyzja RPP inna być po prostu nie mogła i była przez rynek w pełni zdyskontowana.
Skoro optymistycznie patrzę na grudzień, to skąd u mnie aż tyle wątpliwości w ocenie w sumie świetnej sesji (w relacji do innych parkietów)? Stąd, że dziwny to trochę moment na rozpoczęcie wzrostu. We wtorek amerykańskie obligacje fatalnie zareagowały na dobre dane makro i listopadowa korekta wcześniejszego dwumiesięcznego wzrostu rentowności została w mojej ocenie właśnie zakończona. Środowe publikacje też do tego zachęcają. To nie będzie pomagać GPW. Ceny ropy nie służą od kilku dni rynkom wschodzącym (tylko miedź pomaga, ale to za mało). No i w końcu fakt, że spośród wszystkich głównych zachodnich parkietów oraz wśród rynków naszego regionu byliśmy wczoraj najsilniejszą giełdą. W odniesieniu do szczytów hossy różnica do rynku czeskiego i węgierskiego wręcz się pogłębiła. Oczywiście, nie byłby to pierwszy raz, gdy GPW te wszystkie zagrożenia i negatywne informacje ignoruje. Mam jednak wątpliwości, czy w tym tygodniu inwestorzy na to się odważą. Szczyty hossy zrobiły się mocnym oporem.