Spadek z trzech pierwszych sesji mijającego tygodnia sprowadził S&P 500 w pobliże ważnego wsparcia, jakie na wysokości 1245 pkt tworzy sierpniowy szczyt. W środę wskaźnik dzieliło od niego jedynie 4,5 pkt. Mocne odbicie z czwartku w dużym stopniu zażegnało ryzyko przełamania tej bariery. Jednak wiele sygnałów wskazuje na to, że potencjał wzrostu jest na wyczerpaniu.
Zmienność mocno spadła
Listopad przyniósł silny spadek zmienności amerykańskiego rynku. Wskaźnik ATR z 5 sesji obniżył się w tym czasie z 1,3% do 0,55%. Od ustanowienia szczytu w I kwartale 2004 r. spadek zmienności do tak niskiego poziomu albo towarzyszył ustanowieniu lokalnej górki, albo wskazywał na zbliżanie się do niej. Podobny wniosek płynie z analizy miesięcznej zmiany S&P 500. Od wiosny 2004 r. indeks trzy razy zyskał przez okres czterech tygodni więcej niż 5% i za każdym razem oznaczało to zatrzymanie w niedługim czasie wzrostu. 25 listopada miesięczna zmiana sięgnęła 7,6%, a od tego czasu spadła do 4,1%. Dzienny MACD dotarł do maksymalnych poziomów z ubiegłego roku. Stanowią one silną barierę i dopóki nie zostaną przełamane, trzeba liczyć się ze zwrotem koniunktury. Interesującą wskazówką będzie zachowanie dziennego Stochastica. Zgodnie z wzorcem z ostatnich sześciu kwartałów, ustanowienie szczytu w strefie wykupienia oznaczało, że większość ruchu w górę jest już za nami. Przebieg wykresu z tego okresu wskazuje natomiast na duże prawdopodobieństwo rozpoczęcia konsolidacji. Tak działo się zarówno po wyjściu ponad szczyt z pierwszych miesięcy 2004 r., jak i ponad górkę z marca 2005 r. Równocześnie rozpoczęta ponad miesiąc temu fala zwyżkowa pod względem wielkości wpisuje się w schemat kolejnych coraz słabszych odsłon hossy. Od kwietniowego dołka S&P 500 zyskał 9,5%, od październikowego minimum wzrósł do listopadowego szczytu o 7,5%. Dopóki indeks nie spadnie poniżej 1245 pkt, ma szanse poprawić wypracowany w ostatnich tygodniach wynik.
Mocny dolar - dobry czy zły?
Ostatnie dni przyniosły kolejną próbę odrobienia przez euro strat z tego kwartału wobec dolara. Znów była nieudana. Notowania wróciły w rejon 1,17 USD i są coraz bliżej przełamania ostatniego dołka. To otworzy drogę do dalszego wzrostu wartości dolara. Z jednej strony można przyjąć, że skoro dotychczasowa skala jego aprecjacji nie wpłynęła wyraźnie na sytuację na rynkach finansowych (rynki wschodzące odnotowują kolejny znakomity rok, ceny towarów trzymają się mocno, akcje i obligacje w strefie euro wypadają lepiej niż w USA), to nie warto się tym tematem zajmować. Z drugiej strony, kwestia zwyżki notowań dolara jest ściśle powiązana z polityką pieniężną w USA, więc ruchy na rynku walutowym trzeba interpretować przede wszystkim w jej kontekście. Idący w górę dolar będzie świadectwem przekonania inwestorów o utrzymaniu się dysproporcji w poziomie stóp procentowych w USA i strefie euro. Skoro te drugie spadać nie będą, a raczej kolejny raz pójdą w górę, to będzie znaczyć, że nie oczekuje się, by szybko spadły w Stanach Zjednoczonych.