W miniony czwartek za miejsce zapłacono 4 mln USD, czyli najwięcej w historii. Od poprzedniej transakcji z 22 listopada cena poszła w górę aż o pół miliona dolarów. Jeszcze na początku roku płacono cztery razy mniej.
Każde z 1366 miejsc członkowskich oprócz tego, że daje prawo do bezpośredniego handlu na nowojorskim parkiecie, jest też prawem własności. NYSE przymierza się jednak do połączenia z elektroniczną platformą handlu Archipelago i miejsca członkowskie zostaną wówczas zamienione na akcje nowo powstającej spółki NYSE Group.
Głosowanie w tej sprawie planowane jest już jutro. Do ostatniej chwili towarzyszy mu wiele kontrowersji, bo zbuntowani właściciele 10 giełdowych miejsc twierdzą, że warunki fuzji nie są sprawiedliwe. Ich zdaniem, premiują akcjonariuszy Archipelago. Doszło nawet do rozprawy sądowej między buntownikami a giełdą, która zakończyła się postanowieniem o przeprowadzeniu badania założeń fuzji.
Przygotowali je eksperci z Citigroup. Stwierdzili, że fuzja jest korzystna dla członków NYSE i powinni za nią głosować. Taka opinia buntownikom się nie spodobała. W czwartek pojawiła się przygotowana na ich zlecenie opinia firmy Willamette Management Associates (zajmuje się wyceną firm nienotowanych na rynku publicznym), w której raport przygotowany przez Citigroup został mocno skrytykowany. - Wcale nie chcemy torpedować ugody z giełdą. To tylko próba, by właściciele miejsc członkowskich mogli spojrzeć na fuzję też z innej strony - stwierdził James Sabella, prawnik reprezentujący grupę.
Jutro się wyjaśni, czy starania buntowników przyniosą jakikolwiek efekt. Do przeprowadzenia fuzji z Archipelago potrzebna jest zgoda dwóch trzecich członków giełdy nowojorskiej.