Wystarczyło kilka sesji i cena ropy naftowej znów jest blisko 60 USD za baryłkę. Inwestorzy wyczuleni są ostatnio na doniesienia meteorologiczne, a te nie są dobre. W północno-wschodnich stanach USA temperatury mają spaść wyraźnie poniżej zera, przez co konsumpcja oleju grzewczego będzie tam nawet o połowę wyższa niż zwykle o tej porze roku.
Wczoraj za baryłkę płacono w Nowym Jorku 59,85 USD, czyli nawet ponad 3 USD więcej niż w zeszłym tygodniu. Drożeją też pochodne ropy - olej grzewczy i benzyna, a także gaz ziemny. W konsekwencji w górę idzie też subindeks CRB Energy, mierzący koniunkturę na rynku surowców energetycznych. W zeszłym tygodniu skoczył o ponad 4%.
W przypadku ropy i rynku energetycznego daleko jeszcze do sierpniowo-wrześniowych szczytów. Nowe rekordy bije za to wskaźnik CRB Precious, obejmujący metale szlachetne. Cena uncji złota przekroczyła ostatnio 500 USD (wczoraj 509,3 USD), co oznacza, że kruszec jest najdroższy od 22 lat. Srebro w notowaniach w Nowym Jorku jest zaś najdroższe od 17 lat. Oba metale podrożały w zeszłym tygodniu o 3,7%.
Na szerokim rynku próżno szukać surowców, które by ostatnio taniały. W tej sytuacji indeks CRB Futures, do którego wchodzą notowania kontraktów na 19 najpopularniejszych surowców z giełd w Chicago i Nowym Jorku, musi iść w górę. Przez miniony tydzień skoczył o ponad 10 pkt. Wczoraj wynosił 325,0 pkt i znajdował się najwyżej od końca października. Do tegorocznego rekordu brakuje mu niewiele ponad 11 pkt.