- W negocjacjach dążymy do tego, aby programy, które w naszym przekonaniu mają największy potencjał modernizacyjny, były odpowiednio finansowane i odgrywały znaczącą rolę w budżecie UE, nie tylko w perspektywie na lata 2007-2013, ale i następnych - mówił w piątek w Sejmie minister spraw zagranicznych Stefan Meller. Posłowie wysłuchali informacji rządu o stanie rozmów o unijnych finansach na kolejne siedem lat.
"Domykanie" na siłę
Przypomnijmy - w ostatni wtorek Wielka Brytania, kierująca w tym półroczu pracami UE, przedstawiła propozycję kompromisu. Dla Polski oznaczał utratę około 6 mld zł w porównaniu z wcześniejszymi projektami. "Cięcia" funduszy strukturalnych i środków na rolnictwo nie spodobały się niemal wszystkim 25 krajom członkowskim (propozycji nie skrytykowała tylko Malta). - Prezydencja już osiągnęła konsensus - jednocząc krytykę wobec projektu - ironizowała Dalia Gribauskaité, unijny komisarz ds. budżetu.
Polski rząd zabiega teraz, podobnie jak inne kraje, o zmianę stanowiska Londynu. Aby budżet się "domknął", potrzebne będą większe cięcia tzw. rabatu brytyjskiego (obniżającego składkę brytyjską do Unii). Rząd z Downing Street zaproponował jak na razie redukcję rzędu 1,1 mld euro rocznie (cały rabat to teraz około 5 mld euro). Większość krajów uznała, że to zbyt mało. - Kompromis brytyjski jest w interesie Wielkiej Brytanii, a nie w interesie Europy - powiedział nawet Alberto Navarro, szef dyplomacji Hiszpanii.
Spotkanie we wtorek