Australijczycy poinformowali, że są gotowi dać 580 pensów w gotówce za każdą akcję londyńskiej giełdy. Tymczasem notowania walorów przekraczają teraz 600 pensów - w piątek rano płacono za nie 607 pensów, w czwartek były jeszcze o 5 pensów droższe.
Giełda zareagowała bardzo ostro. "Stanowczo odrzucamy tę kpiarską propozycję, która zaniża wartość spółki i której brakuje jakiejkolwiek strategicznej i ekonomicznej wiarygodności" - ogłosiły władze London Stock Exchange w komunikacie.
Zdaniem analityków, oferta Australijczyków to tylko próbny balon. - Dzięki niej chcą zyskać nieco czasu. Oferta pokazuje, że są zdeterminowani co do zakupu. Byłbym zdziwiony, gdyby nie powrócili z lepszą propozycją - powiedział agencji Bloomberga Justin Bates z domu maklerskiego Numis Securities w Londynie.
Bank Macquarie, który po raz pierwszy zasygnalizował chęć przejęcia największej giełdy na Starym Kontynencie w połowie sierpnia, miał czas na złożenie oferty do połowy grudnia. Swoją niską propozycję uzasadnił tym, że akcje LSE są notowane powyżej ich rzeczywistej wartości właśnie ze względu na spekulacje dotyczące przejęcia giełdy. Od czasu gdy Australijczycy latem ogłosili swoje zamiary, akcje zdrożały o 11%. W całym roku zyskały już 48%. Inwestorzy zaczęli je kupować, gdy na przełomie zeszłego i tego roku przejęciem giełdy zainteresowali się jej najwięksi europejscy konkurenci - niemiecka Deutsche Boerse i sojusz Euronext, do którego wchodzą m.in. parkiety z Paryża i Amsterdamu.
Zeszłej zimy Niemcy proponowali za akcje LSE po 530 pensów, czyli 1,3 mld funtów. Mimo że było to więcej od ówczesnej wyceny rynkowej londyńskiego parkietu, władze LSE dwukrotnie stanowczo powiedziały Niemcom, że dziękują za tak niską ofertę. Teraz odrzuciły także propozycję Australijczyków.