Rynek mieszkaniowy niewątpliwie odżywa. Wyraźna poprawa widoczna jest szczególnie po stronie popytowej. Lepsza sytuacja gospodarcza, wejście Polski do Unii Europejskiej, boom na rynku kredytów hipotecznych - to niektóre czynniki, które sprawiają, że deweloperzy nie mają teraz problemów ze sprzedażą mieszkań. - Bez wątpienia jest lepiej niż rok czy dwa lata temu - mówi Andrzej Piasecki, prezes Polnordu, giełdowego przedsiębiorstwa, które na swoim koncie ma wiele projektów mieszkaniowych - tych realizowanych jako generalny wykonawca oraz tych, w których występował w roli dewelopera (poprzez spółkę zależną). - Obserwujemy ożywienie na rynku nieruchomości. Jest ono odczuwalne nie tylko w Warszawie, ale również w innych dużych miastach Polski. Sprzedajemy mieszkania w Warszawie, Poznaniu i Krakowie. I to w dawnej stolicy widać wręcz gorączkę zakupową - stwierdza Henryk Urbański, prezes Budimeksu Nieruchomości, spółki zajmującej się deweloperką w ramach największego holdingu budowlanego w Polsce.
Sytuacja finansowa Polaków, mimo że dla wielu w nie dość satysfakcjonującym tempie, polepsza się. Banki natomiast kuszą coraz bogatszą ofertą kredytów hipotecznych. Zakup nieruchomości możliwy jest bez udziału wkładu własnego, a niskie oprocentowanie oraz długi okres spłaty kredytu mieszkaniowego znacznie powiększa krąg klientów banków. - To młodzi ludzie są głównym kołem zamachowym rynku hipotecznego. W obecnej sytuacji stała umowa o pracę przy dostępnych ofertach kredytowych otwiera im drogę do własnego mieszkania - zauważa A. Piasecki.
Jak świeże bułeczki
Za popytem na razie nie nadąża podaż nowych mieszkań. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, liczba oddanych mieszkań w ciągu pierwszych dziesięciu miesięcy bieżącego roku wyniosła 85 407. To o 4,7% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, gdy wartość udzielonych w porównywanych okresach kredytów mieszkaniowych wzrosła o kilkadziesiąt procent. Taka sytuacja sprawia, że ceny nieruchomości, choć nie wszędzie, rosną. Mimo to przykład warszawskiego rynku pokazuje, że nabywców znajdują lokale, za które trzeba zapłacić nawet kilkanaście tysięcy złotych za metr kwadratowy, o ile deweloper zaoferuje ciekawą architekturę i lokalizację. Co więcej, popyt przewyższający podaż sprawia, że to deweloperzy stoją na lepszej pozycji od klientów, gdyż mogą sobie pozwolić na sprzedaż mieszkań jeszcze nie wybudowanych, ograniczając w ten sposób ryzyko inwestycji. - Rzeczywiście, dzisiaj nasze projekty zazwyczaj sprzedajemy na początku procesu budowlanego - mówi szef Budimeksu Nieruchomości. Z ankiety przeprowadzonej przez nas wśród deweloperów wynika, że najlepiej sprzedają się mieszkania o powierzchni od 50 do 70 metrów kwadratowych. Dobrze idzie również sprzedaż znacznie większych apartamentów.
Kilkanaście procent