Reklama

Trzy tłuste lata deweloperów

Choć deweloperzy nie sięgają po określenie "eldorado", mówiąc o sytuacji na rynku mieszkaniowym, faktem jest, że prowadzona przez nich działalność przynosi w tym roku ponadprzeciętną, kilkunastoprocentową rentowność. Niepewność związana z planowanymi zmianami podatkowymi od 2008 roku gwarantuje im duży popyt na mieszkania również w najbliższych dwóch latach. Czy potem czeka nas załamanie rynku? Niekoniecznie. Raczej stabilizacja.

Publikacja: 10.12.2005 06:37

Rynek mieszkaniowy niewątpliwie odżywa. Wyraźna poprawa widoczna jest szczególnie po stronie popytowej. Lepsza sytuacja gospodarcza, wejście Polski do Unii Europejskiej, boom na rynku kredytów hipotecznych - to niektóre czynniki, które sprawiają, że deweloperzy nie mają teraz problemów ze sprzedażą mieszkań. - Bez wątpienia jest lepiej niż rok czy dwa lata temu - mówi Andrzej Piasecki, prezes Polnordu, giełdowego przedsiębiorstwa, które na swoim koncie ma wiele projektów mieszkaniowych - tych realizowanych jako generalny wykonawca oraz tych, w których występował w roli dewelopera (poprzez spółkę zależną). - Obserwujemy ożywienie na rynku nieruchomości. Jest ono odczuwalne nie tylko w Warszawie, ale również w innych dużych miastach Polski. Sprzedajemy mieszkania w Warszawie, Poznaniu i Krakowie. I to w dawnej stolicy widać wręcz gorączkę zakupową - stwierdza Henryk Urbański, prezes Budimeksu Nieruchomości, spółki zajmującej się deweloperką w ramach największego holdingu budowlanego w Polsce.

Sytuacja finansowa Polaków, mimo że dla wielu w nie dość satysfakcjonującym tempie, polepsza się. Banki natomiast kuszą coraz bogatszą ofertą kredytów hipotecznych. Zakup nieruchomości możliwy jest bez udziału wkładu własnego, a niskie oprocentowanie oraz długi okres spłaty kredytu mieszkaniowego znacznie powiększa krąg klientów banków. - To młodzi ludzie są głównym kołem zamachowym rynku hipotecznego. W obecnej sytuacji stała umowa o pracę przy dostępnych ofertach kredytowych otwiera im drogę do własnego mieszkania - zauważa A. Piasecki.

Jak świeże bułeczki

Za popytem na razie nie nadąża podaż nowych mieszkań. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, liczba oddanych mieszkań w ciągu pierwszych dziesięciu miesięcy bieżącego roku wyniosła 85 407. To o 4,7% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, gdy wartość udzielonych w porównywanych okresach kredytów mieszkaniowych wzrosła o kilkadziesiąt procent. Taka sytuacja sprawia, że ceny nieruchomości, choć nie wszędzie, rosną. Mimo to przykład warszawskiego rynku pokazuje, że nabywców znajdują lokale, za które trzeba zapłacić nawet kilkanaście tysięcy złotych za metr kwadratowy, o ile deweloper zaoferuje ciekawą architekturę i lokalizację. Co więcej, popyt przewyższający podaż sprawia, że to deweloperzy stoją na lepszej pozycji od klientów, gdyż mogą sobie pozwolić na sprzedaż mieszkań jeszcze nie wybudowanych, ograniczając w ten sposób ryzyko inwestycji. - Rzeczywiście, dzisiaj nasze projekty zazwyczaj sprzedajemy na początku procesu budowlanego - mówi szef Budimeksu Nieruchomości. Z ankiety przeprowadzonej przez nas wśród deweloperów wynika, że najlepiej sprzedają się mieszkania o powierzchni od 50 do 70 metrów kwadratowych. Dobrze idzie również sprzedaż znacznie większych apartamentów.

Kilkanaście procent

Reklama
Reklama

na czysto

Deweloperzy, po kilku chudych latach, w tym roku ponownie mogą się pochwalić ponadprzeciętnymi zyskami. Ile można zarobić na tym biznesie? - Marże netto sięgają kilkunastu procent - mówi prezes Polnordu. Mimo to szefowie firm deweloperskich dalecy są od stwierdzeń, że rynek mieszkaniowy w Polsce staje się istnym eldorado. Wskazują na liczne ograniczenia jego rozwoju. - Cały czas borykamy się z długim procesem przygotowania produktu. Ze względu na administracyjne procedury, niespójne prawo, brak planów zagospodarowania przestrzennego, proces ten nie należy do najłatwiejszych. Brakuje także dobrych terenów inwestycyjnych z gotową infrastrukturą techniczną - wymienia H. Urbański.

Ofensywa Hiszpanów

Mimo tych niedogodności, możliwe do osiągnięcia zyski przyciągają kolejnych inwestorów. Na największym krajowym rynku mieszkaniowym - w Warszawie - widać zwiększoną aktywność rodzimych tuzów, takich jak Dom Development czy J.W. Construction. Na rynek, poza wieloma krajowymi podmiotami, wkraczają również duzi gracze zagraniczni, wśród nich najbardziej wyróżniają się Hiszpanie. Mowa tu m.in. o Ferrovialu Inmobiliaria, realizującym projekty wspólnie z Budimeksem Nieruchomości, Accionie Inmobiliaria, która przejęła Mostostal Invest, oraz firmach Fadesa czy Realia.

Kumulacja do 2007 roku

Nowe inwestycje to rosnąca podaż - podaż drogich mieszkań. Jest bowiem kilka czynników, które sugerują, że ceny mieszkań nie będą spadać, lecz będą systematycznie rosnąć. Niepewność co do obowiązującej od 2008 roku stawki VAT na mieszkania powinna w dalszym stopniu stymulować popyt. - Jeśli w 2008 roku VAT wzrośnie do 22%, to dwa najbliższe lata będą okresem o zwiększonej aktywności osób kupujących. Dochodzi do swojego rodzaju kumulacji. Jeśli ktoś zamierza kupić mieszkanie w perspektywie trzech lat, to zrobi to prawdopodobnie do końca 2007 roku, kiedy będzie musiał oddać fiskusowi tylko 7% VAT - wskazuje H. Urbański. Ceny mieszkań będą szły w górę, także ze względu na rosnące koszty deweloperów i firm budowlanych. Wspomniane utrudnienia w pozyskaniu gruntów pod inwestycje powodują wzrost ich cen. Najnowszy przykład: spółka joint venture Budimeksu i Ferrovialu zapłaci 116,3 mln zł za ponad 2,3-hektaorwą działkę w Warszawie. Daje to prawie 5 tys. zł za metr kwadratowy gruntu. Szef Polnordu zwraca ponadto uwagę, że kolejnym czynnikiem, który może nawet ograniczyć rozwój rynku mieszkaniowego, będzie wzrost cen usług wykonawczych w budownictwie. - Po prostu zaczyna brakować rąk do pracy - twierdzi A. Piasecki. Dodaje, że to właśnie dlatego środowiska już postulują otwarcie naszego rynku pracy na Wschód, czyli stworzenie możliwości legalnego zatrudniania np. robotników z Ukrainy. - Wzrost cen działek i robót budowlanych musi się przełożyć na podwyżkę cen mieszkań. Oczywiście, trzeba zachować rozsądek - nie w każdym mieście i nie w każdej dzielnicy - mówi H. Urbański.

Reklama
Reklama

Rosnąca podaż projektów oraz wspomniane czynniki kosztowe zahamują wzrost marż deweloperów. - W kolejnych latach marże deweloperów nie będą już najprawdopodobniej rosnąć, lecz się ustabilizują, a nawet możemy się spodziewać ich spłaszczenia - twierdzi A. Piasecki i dodaje: - Do tej pory to deweloperzy spijali całą śmietankę. Firmy wykonawcze nie podnosiły swoich cen. Jednak to tylko kwestia czasu. A wówczas deweloperzy nie będą mogli przełożyć całego tego wzrostu na ceny mieszkań.

Z niepokojem w 2008 rok

Perspektywa malejących marż i zachwiania popytu wskutek planowanej podwyżki stawki podatku VAT nie najlepiej wróży branży. Co czeka "mieszkaniówkę" w 2008 roku i w następnych latach? Zdania są rozbieżne. Większość deweloperów nie oczekuje jednak krachu. - Nie ma jeszcze pewności, ile wyniesie stawka VAT po 2007 roku. Liczymy na aktywne działania rządu. Jeśli podatek zostanie podwyższony, to mam nadzieję, że dobre wskaźniki makroekonomiczne: mniejsze bezrobocie, wzrost PKB i niska inflacja pozwolą po krótkim zahamowaniu sprzedaży na dalszy rozwój branży - uważa prezes Budimeksu Nieruchomości. Jakie jest ryzyko, że powtórzy się sytuacja sprzed kilku lat, kiedy to inwestorzy pozostali z rozpoczętymi inwestycjami i mieli poważne kłopoty ze znalezieniem nabywców na już wybudowane mieszkania, co doprowadziło niejedną firmę do tarapatów finansowych? - Moim zdaniem, taka sytuacja raczej się nie powtórzy. Wówczas w złej kondycji znalazła się nie tylko "mieszkaniówka", lecz kryzys dotknął wiele branż. Rynek czeka raczej stabilizacja - twierdzi z kolei A. Piasecki. Zwraca uwagę na silną, stabilną stronę popytową, wspieraną przez lewarowanie banków. Rośnie liczba mieszkań nabywanych pod wynajem. Wśród tego typu nabywców znaczącą grupę stanowią cudzoziemcy. Według serwisu www.tabelaofert.pl w 2006 roku około 10% sprzedanych mieszkań w Warszawie może być kupionych przez obcokrajowców.

10 powodów, dla których warto inwestować w mieszkania w Polsce

1. Polska ma największy rynek mieszkaniowy wśród nowych członków UE.

2. Poziom cen w najdroższym mieście - Warszawie (średnia ok. 1100 EUR/m2) jest wciąż niski w porównaniu z innymi krajami UE.

Reklama
Reklama

3. Polska stoi u progu systematycznego wzrostu cen mieszkań - tylko w zeszłym roku wzrosły one o ponad 12%. Prognozujemy wzrost cen na poziomie ok. 10% rocznie.

4. Migracja do największych miast (m.in. na skutek różnicy w zarobkach).

5. Niska jakość mieszkań wybudowanych w czasach realnego socjalizmu. Za 15-20 lat będzie się dokonywać pierwszych rozbiórek.

6. Silny, systematyczny wzrost PKB, średnio ok. 5% rocznie w ciągu ostatniej dekady.

7. Systematyczny wzrost płac realnych powoduje wzrost siły nabywczej Polaków.

Reklama
Reklama

8. Perspektywa wejścia do strefy euro powoduje wzrost zaufania do polskiej waluty.

9. Olbrzymi potencjał rynku mieszkaniowego. Poziom kredytów mieszkaniowych w stosunku do PKB w Polsce nie przekracza 5% w stosunku do prawie 50% w UE.

10. Zakup mieszkań w Polsce, w przeciwieństwie do innych nieruchomości, dla cudzoziemców nie wymaga żadnych zezwoleń.

Źródło: www.tabelaofert.pl

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama