Tak jak atak na październikowy szczyt można było wiązać z dobrą koniunkturą na zagranicznych parkietach, tak trudności z jego jednoznacznym przełamaniem są również pochodną wydarzeń na świecie. Chodzi nie tylko o kłopoty, jakie z kontynuacją zwyżki napotkał amerykański S&P 500, ale przede wszystkim oprzecenę na węgierskim parkiecie.
Utrzymuje się dysproporcja
między WIG20 a S&P 500
W początkach października różnica pomiędzy roczną stopa zwrotu dla indeksu S&P 500 i WIG20 przekroczyła minus 35 pkt proc. i była najniższa od wiosny 2004 r. Średnia z ostatnich 6 lat to minus 10,2 pkt proc. Z tak dużą różnicą w rocznych zmianach obu indeksów można było wiązać październikową wyprzedaż na warszawskim parkiecie. Po ponad dwóch miesiącach sytuacja niewiele się zmieniła. Aktualnie dysproporcja przekracza minus 30 pkt proc. Prawdopodobieństwo tego, że będzie się jeszcze zwiększać, jest niewielkie. Dlatego koniunkturę na naszej giełdzie w dużym stopniu należy uzależnić od rozwoju wydarzeń w Ameryce.
Zgodnie ze schematem obserwowanym przez ostatnie dwa lata S&P 500 po przełamaniu poprzedniego szczytu hossy zamiast rosnąć dalej rozpoczął konsolidację. Kolejny raz więc powstaje pytanie, czy indeks zdoła się ponad przebitym oporem utrzymać. Sierpniowa górka wypada przy 1245 pkt. Spadek poniżej tej bariery powinien sprowadzić na amerykański rynek przynajmniej kilkutygodniową korektę. To zaś miałoby przełożenie na zdarzenia na naszym parkiecie. Sygnał sprzedaży na dziennym MACD oraz powrót Stochastica ze strefy wykupienia przekonują, że podaż doprowadzi do testu sierpniowego szczytu.