Wciąż nie wiadomo, w jaki sposób rząd chce budować obiecane miliony mieszkań. Przypomnijmy - w październiku 2004 r. światło dzienne ujrzał program mieszkaniowy PiS "Rodzina na swoim", zakładający powstanie 3 mln mieszkań w 8 lat. Wszystko dzięki dopłatom do kredytów. Osoby o "przeciętnych i niskich" dochodach mogłyby liczyć na taką pomoc państwa, dzięki której miesięczna rata spłaty nie przekraczałaby 500 zł. Warunek - powierzchnia kupowanego mieszkania nie mogłaby przekraczać 50 m2, a jego koszt - 100 tys. zł (dla rodzin wielodzietnych limity te miały być odpowiednio zwiększane). Tak miało wyglądać tzw. budownictwo społeczne. Nikt wówczas nie traktował tych zapowiedzi poważnie... Do czasu.
Budżet bez śladu dopłat
PiS wygrał wybory, prezentując identyczny program w kampanii. Podobne zapisy znalazły się potem w planach rządu. Wreszcie, w projekcie budżetu na 2006 r. założono, że budownictwo społeczne tak bardzo "rozkręci" inwestycje, że wpływy z VAT będą prawie o 13% wyższe niż w poprzednim projekcie. Wszystko zatem wskazuje, że ów program trzeba traktować poważnie.
Gorzej, że w projekcie budżetu nie widać pieniędzy na obiecane dopłaty. Przyszłoroczne środki Krajowego Funduszu Mieszkaniowego (to on miał zapewnić finansowanie) uszczuplono o 100 mln zł na rzecz Funduszu Termomodernizacji. Budżet KFD będzie podobny do tegorocznego. Teoretycznie Bank Gospodarstwa Krajowego (administruje Funduszem) może się zapożyczyć na rynku międzynarodowym, emitować może też obligacje. Pamiętać jednak trzeba, że KFD wykorzystywany jest także do finansowania Towarzystw Budownictwa Społecznego. Skąd więc baza dla dalszego lewarowania?
Podaż ważniejsza