Za nami kolejna sesja na GPW, która prawie nic o rynku nie mówi. Nawet trudno przy takiej aktywności funduszy porównywać nasz rynek do pozostałych emerging markets. Nie można przecież jednoznacznie stwierdzić, czy obecna siła GPW bierze się z optymistycznej oceny przyszłości przez dużych inwestorów, czy też jedynie z ich bierności i wyczekiwania na koniec roku. Czy fundusze wytrzymają i nikt się z tej grudniowej zmowy nie wyłamie?
Wczoraj ponownie zachęcał do tego węgierski BUX spadający momentami o ponad 2%. Ostatni lider emerging markets - Turcja - też złapał zadyszkę i skończył sesję -2,8%. To może być początek końca szturmu funduszy na ten rynek. Na razie GPW bardzo spokojnie temu wszystkiemu się przygląda, a w tym spokoju inwestorów utwierdzają notowania złotego, który kontynuuje umocnienie zapoczątkowane na przełomie października i listopada. Wydaje się, że właśnie ten czynnik w tej chwili jest największym hamulcem przed odpływem zachodniego kapitału z naszego rynku. Indeks WIG20 wyrażony zarówno w euro, jak i dolarach wciąż utrzymuje się nad poziomem październikowych szczytów. Pierwszy sygnał do ucieczki byków dadzą właśnie waluty.
Jeśli chodzi o wydarzenia przyszłego tygodnia, to nie zabraknie okazji do wstrząśnięcia rynkiem. Oprócz poniedziałku każdego dnia w USA mamy serię ważnych danych makro, a do tego we wtorek komunikat Fed. Jego treść ustawi notowania obligacji w USA, a to z kolei znacząco może wpłynąć na nastroje emerging markets. U nas kluczowa będzie inflacja w środę. Jeśli to wszystko nie wyrwie nas z marazmu i przyszły tydzień upłynie w analogicznej konsolidacji, to już teraz radzę przedłużyć sobie Święta i wrócić na rynek dopiero w styczniu. Wystarczy tylko wyłączyć komputery, a kontrakty same sobie wygasną w najbliższy piątek.