Wczoraj w południe zarząd Próchnika przesłał W. Krukowi pismo, w którym poinformował, że odstępuje od składania wiążącej oferty zakupu DCG. Wstępna była dla poznańskiej firmy jubilerskiej niesatysfakcjonująca. - A my z kolei nie chcemy przeinwestować. Więcej niż dawaliśmy nie możemy zapłacić. Dlatego nie złożymy nowej, wiążącej propozycji - mówi nam Mikołaj Habit, wiceprezes łódzkiej spółki odzieżowej. Nadal nie chce ujawnić, jaką cenę Próchnik wstępnie zadeklarował za właściciela sklepów Deni Cler. Jak informowaliśmy, z naszych ustaleń i obliczeń wynika, że górna granica widełek nie była wyższa niż 15 mln zł. - Podamy widełki, jeśli W.Kruk się na to zgodzi. Nie chcemy publikować takich danych bez zgody naszego partnera w negocjacjach - tłumaczy M. Habit. Nie wyklucza, że firmy wrócą w przyszłości do stołu rozmów.
Emisja bez zmian
Próchnik jest w przededniu publicznej oferty o wartości około 22 mln zł. Sprzedaż akcji miała być sposobem na finansowanie przejęć, zwłaszcza zakupu DCG. Co z emisją w sytuacji, kiedy do akwizycji nie dojdzie? - Nic się nie zmienia. Wyemitujemy tyle akcji, ile planowaliśmy - twierdzi M. Habit. - Nawet w tej sytuacji mamy gwarancję głównego akcjonariusza (Elżbieta Sjoeblom - przyp. red.), że obejmie papiery, które nie znajdą kupców podczas pierwszego i drugiego terminu realizacji praw poboru.
Jak wyjaśnia, nie zmienią się też cele emisji: rozbudowa sieci dystrybucji. Tyle tylko, że będzie to własna sieć Próchnika oraz kupionej przez niego Pabii Fashion, a nie zakup DCG. - Za te pieniądze jesteśmy w stanie zbudować taką sieć, jaką dysponuje Deni Cler. Tyle tylko, że nie przejmiemy marki, a o to nam w tym przypadku chodziło - mówi M. Habit.
Więcej własnych sklepów