Miniony tydzień pokazał, że zbliżający się okres świąteczny odciąga inwestorów od giełdy. Z punktu widzenia techniki ta cała sytuacja nie odcisnęła jednak wyraźnego piętna na wykresie tygodniowym. Powstała szpulka, której dolny cień nie przekroczył środka poprzedniczki, świadczy o tym, że bykom udaje się na razie kontrolować bieg wypadków.

Przed sesją poniedziałkową, w ujęciu dziennym, wykres indeksu prezentował się mniej okazale. W piątek pojawiła się pierwsza od 1,5-miesiąca świeca ukształtowana poza linią wyznaczającą tendencję wzrostową. Nie był to jednak powód do szczególnego niepokoju. Obroty nie odbiegały bowiem od średniej z 3 ostatnich sesji, która notabene znajdowała się na wyjątkowo niskim poziomie. Wniosek, jaki pojawił się po tamtej sesji, był następujący: mamy do czynienia z rynkiem odpornym na zakusy podaży, ale jednocześnie trwającym w permanentnym trendzie bocznym.

Notowania poniedziałkowe miały zweryfikować powyższą tezę. Przyniosły wzrost, w trakcie którego rynek z powodzeniem przetestował pułap konsolidacji z II połowy ubiegłego tygodnia (2573 pkt). Wysokie poziomy śródsesyjne nie zostały jednak utrzymane. Obroty towarzyszące temu wydarzeniu były ponownie znikome, więc mówienie o powrocie do krótkoterminowej tendencji wzrostowej i rychłym biciu rekordów hossy byłoby przedwczesne.

Przebiegający od kilku dni horyzontalnie ADX oraz MACD zbliżający się z wolna do sygnalnej, sugerują dalsze "przedświąteczne" trwanie w bezruchu. Zaczyna się natomiast coś dziać w segmencie wskaźników szybkich. Dla nich kilkudniowy okres marazmu miał znaczenie o tyle duże, że spowodował wyraźne schłodzenie, dzięki czemu w poniedziałek na wykresach Stochastic Fast i Percent R pojawiły się zachęty do kupna. Mniej skłonny do poparcia nowej fali zakupów jest CCI. Jak będzie w istocie? Nadal kluczowe pozostają obroty. Sesja, na której nastąpi ich wyraźny wzrost, powinna wskazać dalszy kierunek ruchu cen.