Banki chcą uczestniczyć w operacjach, które mają istotny wpływ na kurs złotego. Tymczasem - jak twierdzą - działający w imieniu rządu Bank Gospodarstwa Krajowego zawiera transakcje wyłącznie z bankami w Londynie. Chodzi o sprzedaż walut pochodzących z emisji polskich obligacji na rynkach zagranicznych. Dilerzy krajowych banków alarmują, że nie wiedzą nawet, ile środków z emisji jest wymienianych. Banki londyńskie zarabiają na transakcjach z BGK, chociaż nie są - jak krajowe - dilerami papierów skarbowych (10-15 dilerów wybieranych jest w corocznym konkursie; mogą kupować obligacje ministerstwa bez udziału pośredników, muszą za to dbać o płynność na rynku).
- Żaden z dilerów rynku pierwotnego nie jest nawet pytany o ceny - mówi Tomasz Mirończuk, członek rady stowarzyszenia dilerów ACI. - Ministerstwo nakłada zobowiązania na dilerów rynku pierwotnego, ale gdy przychodzi do emisji zagranicznych i wymiany walut na rynku, polskie banki w ogóle nie są brane pod uwagę - dodaje.
- Nie wybieramy partnerów, z którymi są przeprowadzane operacje wymiany walut. Robi to nasz agent, który ma wykonywać te transakcje w sposób najbardziej efektywny - informuje Piotr Marczak, dyrektor departamentu należności w MF. Jak informuje wiceminister finansów Cezary Mech, resort ma przedstawić szczegóły swoich operacji walutowych w połowie stycznia.
Były szef stowarzyszenia rynków finansowych Andrzej Rżysko zaznacza, że uprzywilejowana pozycja banków londyńskich może wynikać stąd, że pełnią one funkcję organizatorów emisji polskich obligacji na rynkach zagranicznych. - Być może ministerstwo zleca tym instytucjom transakcje wymiany walut jako rodzaj ubocznej korzyści z tytułu innych zadań, które przeprowadzają - zastanawia się specjalista. - Z punktu widzenia zarządzania ryzykiem, prestiżu i doświadczenia, wybór londyńskich banków może być w jakimś sensie usprawiedliwiony, ale z drugiej strony, mamy gwałtowne wahania złotego i brak przejrzystości - dodaje. Emisje zagraniczne umieszczają na rynku konsorcja, kierowane przez zagranicznych gigantów, takich jak BNP Paribas, J.P.Morgan i Lehman Brothers.
- Do organizacji i przeprowadzenia emisji polskich obligacji na rynkach zagranicznych wybieramy podmioty, które w zakresie tych czynności należą do światowej czołówki. Dzięki temu mamy pewność, że osiągniemy założone wpływy z emisji przy możliwie najniższym koszcie - twierdzi P. Marczak.