Zgodnie z zapowiedziami, kierujący w tym półroczu pracami UE brytyjski rząd przedstawił wczoraj nowy projekt budżetu. W porównaniu z ubiegłotygodniową propozycją zmian jest niewiele. Nieznacznie tylko zwiększono wydatki - z niemal 846,8 mld euro do 849,3 mld euro (w perspektywie siedmiu lat). Połowa dodatkowej sumy ma trafić do Polski: 1 mld euro z tytułu wyrównania za wysoki kurs złotego wobec euro (pomoc z UE dostajemy w euro, a wydajemy w złotych - aprecjacja powoduje więc, że realnie otrzymujemy mniej); oraz dodatkowe 206 mln euro na pomoc dla "ściany wschodniej" (do tej pory oferowano nam 575 mln euro - po 70 euro na każdego z 8,2 mln mieszkańców pięciu województw).
Wielka Brytania zmodyfikowała także zasady rozliczania funduszy unijnych. Zgodziła się mianowicie, aby kraje o PKB na mieszkańca mniejszym niż 85% PKB Unii (a więc i Polska) mogły dodać płacony podatek do kosztów inwestycji finansowanych przez Brukselę.
Polski rząd spodziewał się większych zmian. - Tony, proszę i radzę, nie markuj kroku, zrób go - nawoływał wczoraj premier Kaziemierz Marcinkiewicz pod adresem premiera brytyjskiego Tony?ego Blaira. - Ta propozycja będzie przez Polskę zawetowana - dodał. - Prezydencja skupiła się na znalezieniu instrumentów specyficznych dla każdego kraju z osobna. My nadal oczekujemy takiego poziomu finansowania, jaki proponował w czerwcu Luksemburg - tłumaczył nasze stanowisko Jarosław Pietras, szef Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej. Prezydencja luksemburska oferowała Polsce około 62 mld euro. Londyn proponuje 57,3 mld euro.
Ostateczne negocjacje budżetowe premierów rozpoczną się dziś w Brukseli. Uważa się, że szanse na kompromis są małe. - Jestem zaniepokojona. Przed nami wciąż daleka droga - mówiła Dalia Grybauskaité, komisarz UE ds. planowania finansowego i budżetowego.