Ciężko jest mi się odnosić do takich sesji, jak wczorajsza, gdyż faktycznie trudno tu mówić o jakiejś akcji, czy zdecydowanych ruchach którejś ze strony rynku. Mieliśmy powolny wzrost, powolnie notowane rekordy i niską aktywność. Wyglądało to tak, jakby rekordem na rynku terminowym nikt się nie interesował. Może właśnie dlatego, że przez większość sesji miały one miejsce tylko na rynku terminowym? Kasowy przyłączył się dopiero w końcówce notowań, a przecież wiadomo, że rynkiem rządzą kapitały operujące właśnie na rynku akcji.

Oczywiście można stwierdzić, że wzrost to efekt wyważonych zakupów ustawiających poziom wyjścia do ostatniej akcji tego roku. Problem w tym, że na kasowym, poza wspomnianą końcówką, wiele zakupów wcale nie było. Aktywność pozostawiała wiele do życzenia, a i tak spory w tym udział miały umówione wcześniej transakcje. Końcówka roku to dobry moment by przebudować portfele (czytaj pozamiatać coś pod dywan). Obrót wynikający z prawdziwej gry popytu i podaży był mały. Tym samym cały wzrost na sesji był przynajmniej podejrzany.

Nasze podejrzenia nie powinny jednak wpływać na ocenę rynku pod kątem nastawienia, a więc i posiadanych pozycji. Tu cały czas obowiązującym kierunkiem jest wzrost. Ostatnie podejrzane nawet wzrosty to jednak część większego trendu średnioterminowego, a ten znowu jest częścią trendu długoterminowego. Wzrost cen nie powinien nikogo, kto gra z trendem, dziwić. A jeśli ktoś nie gra z trendem, to... sam jest sobie winien. Próby łapania szczytów są ryzykowne. Tym bardziej, gdy rynek notuje nowe rekordy. Zresztą ostatnio ciężko byłoby znaleźć sygnały do spadku cen. Ceny cały czas oddalają się od poziomów wsparć. Tym samym nawet te mniej ważne, jak ostatni lokalny dołek (2520 pkt), nie są zagrożone.