Reklama

Prawda i statystyka

Publikacja: 15.12.2005 07:47

"Inflacja, wszystko drożeje" - takie jednoznaczne stwierdzenie usłyszałem jako uzasadnienie drakońskiej - bo 20-proc. - podwyżki opłaty za korzystanie z parkingu. Jakby na potwierdzenie wspomnianej tezy parkingowego, media eksploatują właśnie gorący i bardzo "chodliwy" temat - ceny mieszkań szaleją. W telewizji można było usłyszeć informację, że w jednym z dużych miast ceny mieszkań wzrosły raptem w ciągu jednego kwartału aż o 10%. Zresztą na dowód, że "drożeje", statystyczny obywatel może natknąć się bardzo często. Choćby na stacji benzynowej czy przy okazji słuchania o planach polityków. Już przecież gruchnęła wieść, że podrożeje - choć nie do końca wiadomo od kiedy - także np. gaz. Do tego jeszcze dodajmy np. horrendalne stawki polis ubezpieczeniowych dla starszych samochodów, co jest bólem tym powszechniejszym, że akurat w kończącym się roku na ulicach pojawiła się wielka fala starych wraków, wyrzucanych przez mieszkańców tej "lepszej" starej Unii i kupowanych za psie pieniądze przez często naiwnych Polaków.

Jednym słowem - "bieda panie, bieda". Obywatel patrzy na świat oczyma choćby wspomnianego parkingowego. "Inflacja jest niska, a ceny stabilne" - słyszą tymczasem konsumenci od statystyków i analityków. No to nieźle. Gdzie się człowiek nie obróci, to widzi podwyżki cen, a ci w telewizorze swoje - że nic się nie dzieje, a ceny, jeśli w ogóle się zmieniają, to w minimalnym stopniu. Jak wynika z przytoczonej na wstępie śmiałej tezy pana parkingowego, kontrast między prywatnymi odczuciami (vide: parking, mieszkania, benzyna, gaz...) a danymi statystycznymi potrafi przybierać rozmiary imponujące.

Obywatele mogą podejrzewać, że coś tu nie gra. Pewnie mogą także pomyśleć, że te zaskakująco optymistyczne "urzędowe" dane, kompletnie sprzeczne z indywidualnymi odczuciami, to jakaś kolejna chytra sztuczka analityków, przez część polityków prezentowanych zresztą od dawna jako manipulujących obrazem rzeczywistości agentów obcego kapitału. Zresztą już wcześniej analitycy i statystycy napytali sobie biedy, twierdząc, że gospodarka rośnie, podczas gdy "każdy głupi" (czytaj: przeciętny obywatel statystyczny) bez żadnych analiz widzi, że "wszystko pada, gospodarka umiera i w ogóle jest coraz gorzej".

Tak więc mamy sytuację, w której - jednocześnie - z jednej strony wszystko ponoć drożeje, a z drugiej - ceny rzekomo stoją w miejscu. Paradoks, oczywiście, zabawny, ale mówiąc serio, warto mieć świadomość odczuć indywidualnych. Bo także te właśnie odczucia kształtują inflacyjne oczekiwania. Teoretycznie stąd już tylko krok do płacowo-kosztowej presji inflacyjnej. Teoretycznie, bo w praktyce polskiej skutecz-nym hamulcem tej presji jest fatalna (zła zarówno przez pryzmat odczuć, jak i oficjalnej statystyki) i niemrawo poprawiająca się sytuacja na naszym rynku pracy. Właśnie w panicznym strachu przed utratą pracy oraz świadomością, że każda płaca jest lepsza od jej braku, upatrywałbym głównego powodu, dla którego obserwowany (statystycznie) wzrost gospodarczy nie przekłada się na roszczenia płacowe, podwyżkę kosztów i - w efekcie - dynamikę średniego poziomu cen.

Wątpliwości co do konstrukcji koszyków, na podstawie których wyliczane są "urzędowe" wskaźniki inflacji, będą powracać zawsze. Tak zresztą jak pytania o metody zbierania cząstkowych danych czy reprezentatywność badanych przez statystyków grup konsumentów. Oczywiście, można do znudzenia powtarzać, że niemal z definicji, uśredniane ważone wskaźniki statystyczne odnoszą się do ogółu, a nie do poszczególnych indywidualnych obserwatorów zdarzeń. Ale z punktu widzenia "statystycznego" obywatela może być to tłumaczenie zupełnie abstrakcyjne. Co może prowokować zresztą przypominanie słynnej anegdoty z lat 70., kiedy to władza miała pocieszać, że - choć drożała żywność - to przecież jednocześnie taniały lokomotywy i jachty pełnomorskie. No i średnia była cacy.W metodologii góralskiej, istnieją trzy prawdy: prowda, tyz prowda i g... prowda. Do tej trzeciej kategorii złośliwie można by wpakować statystykę oraz wszelkiego rodzaju prognozy makroekonomiczne. A już bez złośliwości i poważnie - mając świadomość ułomności i zafałszowań, wiemy, że bez statystyki żyć się nie da. A poza tym bez statystyki byłoby i smutno, i nudno. Wszak to właśnie dzięki regularnej publikacji rozmaitych danych statystycznych mamy na rynku tyle frajdy. A dzięki również częstemu publikowaniu prognoz ludzie na rynku mają się z czego pośmiać.

Reklama
Reklama

Dyrektor Investment Communications w Pioneer Pekao IM

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama